Zwiedzanie Jukatanu

By kuba • Meksyk, Nurkownie • 18 Jun 2011

Na Meksyk, a właściwie tylko Jukatan nie zostało nam wiele czasu – zaledwie kilka dni.  Za to wykorzystujemy je w pełni.  Jukatan to kolejne miejsce idealne na wakacje – spaniałe morze i plaże a dla bardziej wymagających urlopowiczów – odrobina zachwytu i adrenaliny w tutejszych cenotes (dziury z wodą, często w jaskiniach – to uproszczone wyjaśnienie, ale zainteresowani mogą sobie te cudeńka wygooglować 🙂 oraz zwiedzanie ruin Majów.

My wybieramy się do Tulum – miasta Majów położonego tuż nad brzegiem morza.  Ruinki są malowniczo położone i zadbane (ładnie odrestaurowane).  Bardzo różnią się od tych, które widzieliśmy do tej pory w Gwatemali i Belize.  Zachowany został tutaj oryginalny układ budynków i uliczek – można sobie łatwo wyobrazić jak kiedyś wyglądało miasto.  W bonusie dziesiątki sporych iguan panoszących się na każdym kroku – bardzo udana wycieczka.

Na deser zostawiamy sobie cenotes – odwiedzamy dwa z nich Gran Cenote i Calavera.  Rodzice snorklują, my z Kubą nurkujemy.  Nurkowanie w cenotes jest rewelacyjne! Daje przedsmak tego, jak wygląda nurkowanie w jaskiniach.  Nasz przewodnik prowadzi nas tak, że cały czas widzimy światło słoneczne (widok promieni prześwitujących przez warstwy wody i załamujących się na skałach jest przepiękny!) Jednak często musimy przeciskać się przez wąskie, skalne korytarze, ja co chwila walę głową w sufit, bo dużo trudniej kontrolować jest pływalność w słodkiej wodzie.  Większość cenotes wypełniona jest wodą słodką – krystalicznie czystą i cudownie przejrzystą (widoczność na 100 m!).  Podziwiamy zatopione drzewa, ciekawe formacje skalne, tu i ówdzie spotkać można kolorową rybkę lub niewielkiego żółwia.

Niektóre z cenotes (na przykład odwiedzona przez nas Calavera) połączone są systemem jaskiń z oceanem.  Wtedy woda słodka miesza się w nich że słoną.  A właściwie nie tyle miesza, co układa warstwowo, tworząc efekt halokliny.  Woda morska jest dużo chłodniejsza i mniej przejrzysta.  Wpływając do niej człowiek czuje się jakby wypił dużo, dużo napojów wyskokowych – wzrok mętnieje, traci się zupełnie orientację.  A w momencie wpłynięcia znów w wodę słodką lub słoną przejrzystość i wyraźność obrazu jest wprost nierzeczywista.

Jesteśmy zachwyceni nurkowaniem w cenotach – kto może niech spróbuje.  Ja oczywiście nie byłabym sobą, gdybym nie zrobiła głupoty…  Czasem (bardzo rzadko się to zdarza) po zanurzeniu w wodzie występuje efekt zassania maski – wytwarza się w niej ciśnienie, które dosłownie „zasysa” i miażdży nam część twarzy przykrytej maską.  Rada na to jest jedna (i prosta) – należy mocno wydmuchać nos i wszystko wraca do normy, jeśli nie – trzeba maskę zdjąć i założyć ponownie (można to bez problemu zrobić pod wodą).  Takie zassanie przytrafiło się mi w jednym z cenotes.  Byłam jednak tak przejęta pierwszym pływaniem w jaskini, że nie przyszło mi do głowy jakiekolwiek logiczne działanie.  Nie zrobiłam więc nic – pływałam przez prawie godzinę z „zassaną” twarzą, oczy łzawiły i szczypały straszliwie.  Po wynurzeniu okazało się, że twarz spuchła mi jak balon i niewiele widziałam, bo z oczu zostały jedynie maleńkie szparki.  Ten stan utrzymał się do końca dnia – zdjęcia są zabawne, mimo, że nie było mi do śmiechu 🙂

Comments are closed.

  • RSS
  • Facebook
  • Google+