Zakazane Miasto i dzielnica artystyczna

By kuba • Chiny • 28 Aug 2010

Zakazane Miasto wcale nie jest zakazane (ale było przez ponad 500 lat – w sensię, zwykli śmiertelnicy nie mieli tam wstępu pod karą śmierci) i nie jest miastem, tylko kompleksem pałacowym cesarzy.  Nie zrobiło na nas wielkiego wrażenia.  Owszem, budynki są piękne i pełne przepychu.  Owszem, jest to ogromny kompleks (nasz warszawski Zamek Królewski niech się schowa).  Ale te tłumy…

Delikatnie mówiąc męczące i psują całą radochę z łażenia po pałacowych zakamarkach.  W gruncie rzeczy Zakazane Miasto wyglądało podobnio jak Rezydencja Wang’ów, którą odwiedziliśmy kilka dni wcześniej w Pingyao.  Jest oczywiście większe i lepiej zakonserwowane, ale idea pałacu wraz z tysiącem uliczek, pomieszczeń mieszkalnych i gospodarczych oraz dziedzińców i innych zakamarków pozostaje ta sama.  Bardziej podobała nam się dzielnica artystyczna, którą odwiedziliśmy tego samego dnia.  Dzielnica powstała w latach 80-tych w dawnej dzielnicy fabrycznej.  Z powodu kryzysu gospodarczego zamknięto wiele fabryk – budynki stały puste i nieszczały.  Pekińscy artyści, jeden po drugim, zaczęli przenosić swoje pracownie do opustoszałych fabryk.  Teraz jest to jedna z najdroższych dzielnic w Pekinie.  Pełno tam pracowni, galerii, wystaw i loftów.  Postidustrialny krajobraz został poddany „liftingowi” – stare budynki „ubrano” w szkło i aluminium.  Wyglądaja rewelacyjnie – nowocześnie, „kosmicznie” i bardzo stylowo.  Klimat dzielnicy bardzo nam się podobał – bardzo chcielibyśmy w takim miejscu mieszkać.  Wstępy na prawie wszystkie wystawy są darmowe.  Bardzo podobał nam się pomysł „wąskiego domu”, w którym jeden z wymiarów był karykaturaknie zaniżony.  Można było do takiego domu wejść i podziwiać wąziutki kibel i lodówkę w środku 🙂 Ogromne wrażenie zrobiła na nas również instalacja „Tunel nadzieji” – była to aranżacja z auentycznym pociągiem w roli głównej.  Pociąg to może zbyt wiele powiedziane.  Był to autentyczny wrak pociągu który spłonął w tunelu podczas trzeęsięnia ziemi w Syczuanie w 2008 r.  Odwiedzilśmy też kilka mniejszych wystaw.  Bardzo żałowałam, że nie mogliśmy kupić jakiegoś obrazu lub rzeźby – niektóre były rewelacyjne.  Mielibyśmy jednak problem z wysłaniem ich do Polski, a o tachaniu przez pół świata nie ma mowy…

Comments are closed.

  • RSS
  • Facebook
  • Google+