Za siedmioma (pa)górami, zasiedmioma bambusowymi lasami…

By kuba • Chiny • 19 Sep 2010

…  jest bajkowa kraina.  Kraina ta to Yangshuo.  Małe miasteczko malowniczo położone nad rzeką Li w otoczeniu niespotykanych nigdzie gór – niegór.  Wznoszą się one stromo i przypominają garby wielbłąda.  W Yangshuo rzadko kiedy świeci słońce – zazwyczaj pagóry spowite są mgłą, która dodaje krajobrazowi tajemniczości.  Takich widoków nie widzieliśmy nigdzie.  Brzegi Li porośnięte bambusami i otoczone stromymi pagórkami są przepiękne.  Yangshuo ma jednak jedną wadę – turyści.  Jest tu pełno ludzi z całego świata, całe tłumy.

Główna West Street przypomina nasze Krupówki.  Tyle, że tutaj, oprócz malowniczych gór, jest jeszcze przepiękna rzeka.  Na nabrzeżu zastępy gondolierów zaczepiają kogo się da wykrzykując: Bamboo? Bamboo??!! Zwariować można.  Mimo to warto tu przyjechać.  Wystarczy wypożyczyć rower i odjechać kilka kilometrów, żeby mieć całą tę wspaniałą krainę dla siebie.  Jest też kilka hotelików i schronisk oddalonych od centrum.  My jednak decydujemy się zostać na „Krupówkach” – łatwo się wszędzie dostać, taniej a rower pozwala się szybko uciec gdziekolwiek chcemy, byle dalej od tłumów.  Wszechobecność turystów ma też swoje plusy – poznajemy mnóstwo ciekawych ludzi (bliższą znajomość zawieramy z Izraelką Leah i Amerykanką Anną), no i znajdujemy świetną okazję wyprawy w Tybet – wycieczka 4-krotnie tańsza niż we wszystkich agencjach, do których udało nam się dotrzeć.  A to dopiero początek naszych przygód 🙂

„Smoczy most” to jedna z największych atrakcji okolic Yangshuo.  Znajduje się ok.10 km od miasteczka i pozwala mieszkańcom przeprawiać się przez rzekę Yulong.  Jest słynny nie że względu na swoje walory estetyczne, ale dlatego, że można z niego skakać do rzeki, która w tym miejscu jest głęboka na 8 m.  Sam most ma wysokość 8-10 m., skok dostarcza więc sporej dawki adrenaliny (Kuba przekonał się na własnej skórze).  Poza tym największą atrakcją jest sama droga do mostu – wiedzie przez niewiarygodnie wręcz malownicze wioski i pola ryżowe.  Trasa jest ciekawa, podczas jazdy kilkakrotnie przekracza się rzekę – mostami lub „promami” – bardzo prymitywnymi bambusowymi tratwami, które „udźwigną” dwójkę pasażerów i dwa rowery.  Wyprawa do Dragon Bridge była jedną z przyjemniejszych podczas naszej podróży.  I nie zmienił tego nawet fakt, że w drodze powrotnej spotkała nas nieziemska nawałnica – ściana deszczu przemoczyła nas do suchej nitki w kilka minut, chwilami nie dało się jechać, bo strugi deszczu zalewały oczy.  Na szczęście było bardzo, bardzo ciepło.

Comments are closed.

  • RSS
  • Facebook
  • Google+