Z drogi nad Morze Martwe

By kuba • Jordania • 15 May 2010

Prosimy o wyrozumiałość! Nie zawsze jesteśmy w stanie wrzucić zdjęcia na stronkę – często połączenie internetowe jest zbyt słabe.  Więc proszę się od razu nie irytować.  No! Kolejnym punktem programu miała być dolinka Mujib – kanion (zwany Wielkim Kanionem Jordanii), z którego woda wpływa (a właściwie powinna wpływać) do Morza Martwego.  W rzeczywistości cała woda przy ujściu dolinki jest zbierana i pompowana do odległego o 100 km Ammanu oraz pobliskich wypasionych hoteli.  Właśnie dlatego Morze Martwe znika w zastraszającym tępie (rocznie ubywa 4 cm).

Na miejsce dotarliśmy głównie stopem.  Krótki odcinek trasy pokonaliśmy też busikiem.  I znów były przygody, a właściwie – normalka.  Zostaliśmy zaproszeni do lokalsowego domu na herbatę i obiad.  Tym razem jednak zaproszenie było niezwykle, gdyż wyszło od kobiety.  Pierwszy raz udało nam się zobaczyć jak wygląda życie w haremie.  Właściwie to tylko ja oglądałam, bo Kuba nie miał wstępu do kuchni i pokoju dziewczyn.  W czasie gdy ja pomagałam w kuchni (właściwie to nie pozwolono mi kiwnąć palcem – mogłam tylko patrzeć, zadawać pytania i próbować) Kuba razem z Panem Domu ucięli sobie drzemkę w salonie 🙂 Samiha, nasza gospodyni, ma trzech synów i trzy córki – wszyscy (łącznie z żonami i mężami mieszkają pod jednym dachem).  Dziewczyny wychodząc do Kuby ubierały swoje tradycyjne kiecki i chusty na głowę.  Gdy Kuba nie widział – zrzucały je i paradowały w rozmemłanych piżamach, które nosiły pod spodem.  Włosy nieuczesane, zero makijażu – bardzo nieapetyczny widok, zwłaszcza, że żadna nie grzeszyła urodą.  Za to wszystkie sympatyczne – całkiem miło nam się spędzało wspólnie czas, mimo, że prawie nie mówiły po angielsku.  Obiad spożyliśmy w tradycyjny sposób – wszyscy na podłodze, jedzą paluchami że wspólnej michy.  Po pysznym posiłku, objedzeni do granic możliwości wyruszyliśmy w dalszą drogę.

Comments are closed.

  • RSS
  • Facebook
  • Google+