Wyspa Mindoro

By kuba • Filipiny • 9 Nov 2010

Jedziemy zwiedzać Filipiny! Nasz plan: ruszamy na południe – przez Mindoro i Boracay na Palawan.  Na Filipinach transport publiczny między wyspami to tak zwane ro-ro (skrót od angielskiego roll on – roll off.  Wsiada się w autobus, który dowozi cię do promu, promem płynie się na kolejną wyspę, a tam na nabrzeżu już czeka kolejny autobus.  My jedziemy takim oszukanym ro-ro, bo nie wykupujemy biletu do miejsca docelowego.  Po pierwsze – wychodzi taniej, a po drugie – można się zatrzymać po drodze, żeby pozwiedzać.  Nasz pierwszy przystanek to wyspa Mindoro.

Przybijamy do Puerto Galera – maleńkiego, malowniczego miasteczka.  Niewiele tu do roboty – można nurkować (my zamierzamy zrobić kurs na Boracay lub na Palawanie), lub snorklować.  Niestety, rafy koralowe w pobliżu wyspy są zniszczone, żeby coś zobaczyć trzeba wyczarterować łódkę.  Nie mamy ani czasu ani pieniędzy.  Zaliczamy więc tylko przejażdżkę tricyklem, rozbijamy namiot na plaży i delektujemy się szumem morza.  Następny dzień – znów cały w drodze.  Jeepney’em (Kuba na dachu) i busikiem jedziemy do Roxas – stamtąd mamy mieć prom w pobliże Boracay’u, ale to dopiero następnego dnia.  Nocleg znajdujemy na…  terminalu promowym.  Wypas – czysto, internet, prysznic, woda do picia – wszystko, czego nam trzeba.  Jedyny mankament – komary.  Rozbijamy więc nasz namiocik (samą sypialnię, bez tropiku) wśród pasażerów oczekujących na prom.  Nie zwracając uwagi na poruszenie jakie wywołały nasze poczynania chowamy się do środka – wreszcie można uzupełnić wpisy na bloga 😉

Podsumowując, Mindoro to urocza wysepka, ale niewiele tam ciekawostek – ot, świetna baza wypadowa w inne części Filipin.  Jest to też najbliższa wyspa i miejsce wypoczynkowe dla Manili.

Comments are closed.

  • RSS
  • Facebook
  • Google+