Wspomnienie Igrzysk ‘08

By kuba • Chiny • 29 Aug 2010

Co by nie mówić o Chinach – jeśli chcieli zaimponować reszcie świata sposobem organizacji igrzysk olimpijskich, to im się to w stu procentach udało.  Parki olimpijskie (my widzieliśmy dwa) robią ogromne wrażenie.  Nowoczesne budynki, wspaniała infrastruktura, wszystko precyzyjnie zaprojektowane i przemyślane, no i ładne (a przynajmniej nam się podobało).  Stadion-gniazdo jest kontrowersyjny – niektórzy uważają go za paskudztwo.  Według nas jest bardzo pomysłaowy i fajny.  Akurat tego typu architektura użytkowa może być nieco „szalona” – zwłaszcza jeśli stanowi część parku na obrzeżach miasta, który w całości jest utrzymany w podobnej stylistyce.  „Kosmiczne” budynki plus zadbana zieleń – według nas bardzo pozytywne wrażenie.

Chińczycy raczej nie opanowali sztuki oświetlania (lub lepiej – podświetlania) budynków czy pomników.  Imponujące mury miejskie czy inne budowle po zmroku zazwyczaj nie prezentują się zbyt okazale.  Co innego wioska olimpijska – aż kipi od świateł i kolorów.  W tym miejscu Chińczycy przesadzili odrobinę w drugą stronę.  Błękitna pływalnia olimpijska, zaraz obok czerwono-biały stadion, wzdłuż alej reflektory zielono-niebiesko-czerwone.  Jakby tego było mało nad wszytkim góruje szpaler wyglądających jak transformersy potężnych latarnii z halogenami takimi jak na meczu piłkarskim a powyżej, niczym wisięnka na torcie, 2-kolorowy symbol olimpijski umieszczony na wieży, która ma być nowoczesną wariacją na temat pagody.  Oczopląsu mażna dostać.  Ale robi wrażenie 😉

Wybraliśmy się również do parku wodnego – odbywały się tam zawody w wioślarskie, żeglarskie no i kajakarskie.  Dowiedzieliśmy się, że można pływać na olimpijskim torze do kajakarstwa górskiego – takiej okazji Kuba nie mógł przegapić! Na miejscu czekało nas jednak rozczarowanie – główny tor, na którym odbywały się zawody był w ogóle nieczynny.  Woda płynęła tylko na nieco mniejszym i łatwiejszym torze treningowym.  Co gorsza – nie można tam pływać na kajakach! To podobno zbyt niebezpieczne.  300-osobowe grupy chińsich turystów w kapokach i kaskach urządzają sobie tam „rafting” na pontonach.  Co począć? Połaziliśmy z aparatem i porobiliśmy zdjęcia „suchemu” torowi kajakarskiemu.  I znowu szczeny nam opadły na widok tych wszystkich cudeniek – tor ma kształt niedomkniętej obręczy – dwa jej końce połączone są basenem.  Różnica poziomów jest spora i na torze naprawdę musi się dużo dziać (o ile jest woda).  Najfajniejsze jest to, że po spłynięciu toru wcale nie trzeba wychodzić z kajaka – wjeżdza się po prostu specjalną windą na początek trasy! Bajka! Tym większe nasze rozgoryczenie, że nie dało się popływać…

Na poprawę nastroju nasi chińscy towarzysze (Anabel i jej kolega, który stwierdził, że nie powie nam jak się nazywa, bo i tak nie będziemy w stanie jego imienia wymówić)zabrali nas na chińskiego grilla do swojej ulubionej knajpki.  Bardzo nam się ten wynalazek podobał.  Nad każdym stołem jest zawieszony wyciąg, który pochłania opary i dym.  Na stół wjeżdża żeliwny kociołek wypełniony węglem.  Po rozpaleniu ognia kociołek nakrywa się kratką, na której smaży się pyszości: cieniutkie plasterki wołowiny (wyglądają trochę jak carpaccio), boczku i ziemniaczków, pokrojone grzyby i cebulkę.  To wszystko zajada się z sałatką że świeżych ogórków, tofu i ostrych papryczek.  Pycha!

Comments are closed.

  • RSS
  • Facebook
  • Google+