Tortuguero

By kuba • Kajaki, Kostaryka • 21 May 2011

Niesamowite miejsce.  Maleńka wioska położona na skrawku ziemi, szerokim może na 500 m.  oddzielającym Morze Karaibskie od delty rzeki Parismina tworzącej sieć kanałów przecinających dżunglę.  Już sama podróż do Tortuguero to wyzwanie i przygoda.  Najpierw jedzie się autobusem rejsowym po autostradzie, potem przesiada się do rozklekotanego autobusu a droga zamienia się w wyboisty, polny dukt, jako bonus – dziecko z gwizdkiem.  Ostatni odcinek pokonać można tylko łodzią – płynie się przez dżunglę, krajobraz jest bajkowy, co i rusz spotyka się a to zieloną iguanę, a to płynącego węża, a to jakiegoś dziwnego ptaka.

Tortuguero zostało hojnie obdarzone przez naturę.  Przede wszystkim połowa morskich żółwi z całego świata składa jaja na tutejszych plażach.  I można to zjawisko podziwiać na żywo! Najlepszy sezon jest od lipca do sierpnia, wtedy to olbrzymie zielone żółwie morskie przybywają tu tysiącami.  My przyjeżdżamy w połowie maja, mamy więc niewielką szansę zobaczyć żółwie skórzaste, których jest zdecydowanie mniej.  Mimo to wybieramy się na nocne safari – żółwie przypływają między 22.00 a północą i cały proces kopania dołu, składania 80-90 jaj i maskowania terenu zajmuje im około dwóch godzin.  Żeby coś zobaczyć trzeba porządnie nachodzić się po plaży, co jest dosyć męczące (chyba jeszcze nie odzyskaliśmy pełni sił) ale tez przyjemne, biorąc pod uwagę okoliczności przyrody, a zwłaszcza niesamowity, ogromny pomarańczowy księżyc, który nam towarzyszył.  Poza sezonem, czyli teraz, żółwi ogląda tylko kilka 2-4 osobowych grup z przewodnikami.  Grupy rozstawiają się na plaży co kilkaset metrów i wypatrują żółwi.  Dodatkowo wybrzeże patrolują wolontariusze, których zadaniem jest ewidencjonowanie żółwi.  Gdy tylko ktoś wypatrzy żółwicę zawiadamia resztę towarzystwa.  To znacznie zwiększa szansę zobaczenia składania jaj.  Nasze safari było jak film akcji – wyścig z czasem i pogoń za żółwiem plus bieg przełajowy przez dżunglę nocą.  W pewnym momencie dostaliśmy telefon, że wolontariusze znaleźli żółwicę! Niestety, była bardzo daleko od nas – w najdalszym sektorze parku narodowego, a my nawet nie byliśmy w parku…  Wszystkie grupy turystów zebrały się razem (w sumie 10 osób) i uradziliśmy, że weźmiemy taksówkę.  W tym przypadku – łódź, bo w Tortuguero nie ma ulic ani żadnych pojazdów kołowych, nawet rowerów).  Wyrwany że snu taksówkarz nawet szybko się pojawił – „dopłynął” nas tak daleko jak mógł, czyli do granicy parku narodowego, a dalej pozostało nam biec przez 3 km.  Mieliśmy mało czasu, bo gdy wolontariusze dostrzegli żółwicę, ta skończyła już składać jaja i zaczęła zasypywać gniazdo.  To oznaczało, że mamy jakieś 40 minut , żeby w ogóle zobaczyć żółwia.  Tym razem mieliśmy pecha – dotarliśmy na miejsce może 2 minuty po tym jak żółwica wróciła do morza.  A było co oglądać, bo akurat ta samica była ogromna – miała prawie 2 m! Mogliśmy za to podziwiać ślady jakie zostawiła na plaży – przeorała wielki kawał piachu.  Nie bardzo znamy się na żółwiach i śladach, jakie zostawiają składając jaja.  Zastanawialiśmy się nawet czy nie padliśmy ofiarą jakiejś ściemy, która miała na celu wyłudzenie od nas kasy za taksówkę.  Stwierdziliśmy jednak, że dla kilkunastu dolarów nikomu nie chciałoby się orać tak wielkiego kawałka plaży.  Bo żółwica wykonała naprawdę kawał roboty składając te jaja.  Musiał to być niesamowity widok.  Szkoda że nas ominął.

Dla tych, którym szczęście nie dopisało z żółwiami Tortuguero ma na otarcie łez jeszcze jedną atrakcję – wycieczki łodzią po dżungli.  My wypożyczyliśmy kanadyjkę i ruszyliśmy na samotną wyprawę bez przewodnika.  Wszystkie kanały i odnogi są dosyć dobrze oznaczone, mimo to trzeba jednak uważać, żeby się w tej plątaninie rzek nie pogubić.  Ta wycieczka to jedna z fajniejszych rzeczy, jakie robiliśmy podczas naszej całej podróży.  Dżungla z perspektywy wody, szczególnie ta dżungla, wygląda przepięknie! Same widoki wystarczyłyby, żeby przejażdżkę uznać za udaną.  A były tylko tłem dla tabunów zwierząt, które widzieliśmy –w koronach drzew makaki, na wystających pniakach i w płytszej wodzie – najprzedziwniejsze ptaki w akcji (polowanie na naszych oczach!), na brzegach śmieszne, zielone iguany, oraz najprawdziwsze bazyliszki które (nie wiedziałam o tym!) przezabawnie chodzą na dwóch łapach (nawet po wodzie)i wyglądają jak małe tyranozaury, a na piachu, najfajniejsze – najprawdziwsze kajmany! Całe tabuny kajmanów we wszystkich rozmiarach: od maleńkich kajmaników z mamai do kilkumetrowych potworów! A to wszystko w odległości 2-3 metrów od nas! Nad głowami natomiast najpiękniejsze i największe motyle jakie widzieliśmy w życiu (mój ulubiony to ogromny motyl, którego skrzydła wielkości dłoni od spodu były czekoladowe, a z wierzchu turkusowe).  Takie wielkie motyle latają w zupełnie inny sposób niż nasze cytrynki na przykład – ich wielkie skrzydła wspaniale falują na wietrze.

To jedno z najpiękniejszych miejsc jakie odwiedziłam, jedyne, które mogłoby zawalczyć z górskimi krajobrazami! Nie wiedziałam, że takie rajskie zakątki, pełne dzikich zwierząt na wyciągnięcie ręki jeszcze istnieją.  Lubimy Tortuguero 🙂

Comments are closed.

  • RSS
  • Facebook
  • Google+