Taszkient

By kuba • Uzbekistan • 6 Jul 2010

Po wizycie w Mujnaku pędzimy do Taszkientu na wybory – mamy dobę, żeby tam dotrzeć, czyli tyle ile średnio jedzie autobus (to ponad 1000 km!).  Skończyły się kraje nowoczesnych autobusów z klimą i przekąskami na pokładzie.  Jedziemy 30-letnim, rozklekotanym mercedesem.  Za to miejsca mamy wspaniałe – cały 5-fotelowy rząd z tyłu autobusu.  Mnóstwo miejsca na plecaki i nogi.  Jedziemy nocnym autobusem – żeby było szybciej.  Ale w Uzbekistanie nie do końca to tak działa…

Pierwsze rozczarowanie – po drodze mijamy dwa zepsute autobusy w sercu pustyni – zabieramy tylu dodatkowych pasażerów ile tylko możliwe.  Już nie jesteśmy sami z tyłu…  Drugi cios – dowiadujemy się empirycznie, dlaczego nikt nie chciał usiąść z nami z tyłu pomimo olbrzymiej ilości miejsca na nogi w ostatnim rzędzie.  Silnik grzeje trak mocno, że nie można wysiędzieć.  że wszelkich szpar leci upalne powietrze (jak by słońca było mało) a jako bonus wylatuje też kurz i jakieś dziwne, czarne drobinki, które osądzają się na całym, spoconym ciele.  Po trzecie – nocne autobusy uzbeckie w nocy…  stoją.  Między 22:00 a 3:00 rano wstrzymywany jest ruch na drogach.  Wszystkie autobusy stają na przydrożnych parkingach a ludzie przysypiają przy barowych stolikach.  Nas jednak nic nie jest w stanie zaskoczyć – wyciągamy karimatki i śpiwory i śpimy jak należy w restauracyjnym ogródku.  Do Taszkientu docieramy jednak nieco „zmieleni”.  Na szczęście znajdujemy szybko hosta z couchsurfingu i możemy się wykąpać.  Zostajemy też poczęstowanie lokalnymi specjałami – gorący chleb z domowym twarogiem.  Taszkient nam się podoba, ale nie mamy zbyt wiele czasu na zwiedzanie miasta – musimy załatwić registrancję (kończy się na tym, że płacimy za hotel, mimo, że śpimy w domu naszego hosta) oraz wizę chińską (Chińska ambasada jak na złość akurat w tym tygodniu ma przerwę).  Biegamy od urzędu do urzędu, kombinujemy.  Jednak okazuje się, że będziemy mogli załatwić nasze sprawy dopiero za cztery dni.  Postanawiamy w tym czasie zorganizować krótki wypad do Bukhary i Samarkandy.  W Taszkiencie udaje nam się odwiedzić tylko główny meczet i największy bazar.  Resztę zostawiamy sobie na kolejny pobyt.

Comments are closed.

  • RSS
  • Facebook
  • Google+