Śladami Czerwonych Khmerów

By kuba • Kambodża • 21 Dec 2010

Mamy już dosyć dużych miast, ale Phnom Penh postanawiamy jednak odwiedzić.  Z dwóch powodów – podobno miasto jest urocze i klimatyczne, no i bardzo chcemy zobaczyć Pola Śmierci oraz więzienie S-21, świadectwa zbrodni, jakie popełnili Czerwoni Khmerzy.

Co do uroku i klimatu stolicy Kambodży – trochę się rozczarowujemy.  Nie różni się za bardzo od innych azjatyckich miast.  Owszem, nadrzeczna promenada jest ładna i schludna, ale znowu, podobnie jak w Siem Reap, mamy wrażenie, że stworzono ją wyłącznie z myślą o turystach kopiując zachodni styl.  Za to muzea z pewnością są warte odwiedzenia.

Z samego rana wybieramy się na Pola Śmierci – oddalone o 14 km od miasta miejsce eksterminacji więźniów.  Niewielki, zielony plac otoczony drzewami.  Z boku muzeum, w którym obejrzeć można dosyć kiepsko zrobiony film.  Na tyłach zarośnięte trawą doły – masowe groby, które w tym stanie zaniedbania nie działają zbytnio na wyobraźnię.  Działa natomiast, i to bardzo, pomnik poświęcony pamięci ofiar – ogromna stupa z kilkunastopiętrową, szklaną gablotą w której zgromadzone są szczątki zamordowanych ludzi: na samym dole ubrania, wyżej czaszki, nad nimi piszczele, żuchwy i tak dalej…  Są tu kości kobiet i mężczyzn, starców i dzieci.  Khmerom szkoda było kul, więc tłukli swe ofiary na śmierć metalowymi lub drewnianymi pałkami albo narzędziami, właściwie czym popadło, a dziecięce główki roztrzaskiwali o drzewo.  Niektóre czaszki są podpisane: śmierć zadana motyką, drewnianą pałką, młotkiem.  Przerażające.  Jakoś nie wypadało robić zdjęć.  Dosyć mocno zdołowani jedziemy do więzienia Tuol Sleng, zwanego również S-21.  Tutaj więziono, przesłuchiwano i torturowano przeciwników systemu oraz „wykształciuchów” (wystarczyło nosić okulary lub znać jakiś język obcy, żeby skazać siebie i cała swoją rodzinę na eksterminację).  Kto przeżył „przesłuchania” w S-21 kończył swój żywot na Polach Śmierci.  Więzienie było kiedyś szkołą – klasy podzielono na cele prowizorycznymi ściankami z cegieł lub drewna.  Długie korytarze wprawiają w przygnębienie.  W niektórych pomieszczeniach obejrzeć można fotografie – Khmerzy prowadzili szczegółową dokumentację i fotografowali każdego z więźniów.  Najwięcej jest zdjęć nowo przyjętych więźniów, takie „paszportówki”, ale są też fotografie ludzi prawie zagłodzonych na śmierć lub ciał po przesłuchaniach.  Jest też ciekawa wystawa dotycząca katów, ludzi wciągniętych w szeregi Khmerów.  Wielu z nich żyje sobie spokojnie gdzieś w kambodżańskich wsiach.  Można zobaczyć ich zdjęcia z czasów gdy byli strażnikami więziennymi i współczesne, jak pracują w polu, siedzą przy stole z rodzinami.

Na tym kończy się nasza przygoda z Kambodżą.  Chcielibyśmy tu jeszcze kiedyś wrócić, bo kraj jest piękny a ludzie niesamowicie przyjaźni – uśmiechnięci, grzeczni, mili.

Comments are closed.

  • RSS
  • Facebook
  • Google+