Singapur – artakcje

By kuba • Singapur • 5 Nov 2010

Pierwszego wieczoru Jasmine i Allen zabierają nas „w miasto”.  Najpierw próbujemy przepysznej kuchni nonya – mix kuchni chińskiej i malezyjskiej.  Próbujemy wszystkiego, to znaczy: krewetek, kurczaka, ryby i wołowiny.  Potrawy są ostre, przyprawione limonkami, trawą cytrynową, pastą tamaryndową i mlekiem kokosowym.  To najpyszniejsze jedzenie, jakie trafiło nam się w trakcie całej podróży.  Po posiłku czas na rozrywkę.  Singapur ma wiele imprezowni, ale najpopularniejsze obecnie są bary i kluby w centrum miasta, nad rzeką.  Miejscówka jest fajnie pomyślana – lokale umieszczone na kliku małych uliczkach, wszystko niby na powietrzu, ale pod dachem (deszcze niestraszne) i klimatyzowane.  Każdy tam znajdzie miejsce dla siebie.  Nam podobała się knajpa inspirowana szpitalem – wózki inwalidzkie zamiast krzeseł, drinki z kroplówek, kelnerzy poprzebierani za pielęgniarzy i lekarzy – pomysłowo i zabawnie.

Kolejny wieczór to Haloween – wybieramy się na przebieraną imprezę z dzieciakami.  „Bal” odbywa się w Muzeum Cywilizacji Azji – tego dnia wstęp jest za darmo, podobnie słodycze dla dzieciaków, piwko dla rodziców i lody dla wszystkich 😉 Atrakcji co niemiara – można zwiedzać muzeum, zrobić sobie przebranie, odwiedzić tunel strachu, obejrzeć horrory lub przedstawienie magów.  Impreza była naprawdę rewelacyjnie pomyślana i zorganizowana.  Jedyny mankament – tłumy ludzi.  No i Brendon się rozchorował – musieliśmy wrócić wcześniej do domu.

Następnego dnia urządzamy sobie rodzinną wyprawę na plażę na wyspie Santosa.  Plaża to bardziej klub plażowy – wzdłuż wybrzeża ciągną się kurorty z barami, basenami i innymi rozrywkami.  Wstęp jest za darmo, ale trzeba zamówić jedzenie za określoną kwotę, drogo.  Mimo to warto – pływamy w morzu, basenie..  Mamy mnóstwo frajdy, gdy ktoś z obsługi dolewa płynu „bąbelkowego” do jacuzzi.  Bardzo udany, zrelaksowany dzień.

Comments are closed.

  • RSS
  • Facebook
  • Google+