Sea food rulez!

By kuba • Iran • 11 Jun 2010

Być nad morzem i nie spróbować jego owoców – grzech! Ostatniego dnia naszego pobytu w Bandar Abbas wybraliśmy się rankiem na targ rybny.  Spodziewaliśmy się, że będzie większy i że zobaczymy tam więcej wydziwaczonych żyjątek morskich.  Nie zawiódł nas jedynie smrodek – intensywny i nieznośny.  Na targu nabyliśmy kraby (po 4 zł za kilogram), rybę (nie wiemy jaką, ale była pyszna) i duuużo krewetków bananowych (to podobno najlepsze?) oraz tonę ziół różnorodnych do przyrządzenia tego całego dobytku..

Po drodze Satar zgubił klucze do domu a rybki przesiąkły do bagażnika nowego Peugeota Sedaha – nie był zbyt szczęśliwy.  Klucze na szczęście się znalazły (w taksówce), natomiast obstawiamy, że pozbycie się „zapachu” ryb z bagażnika zajmie trochę więcej czasu.  Pół dnia spędziliśmy w kuchni – Satar przyrządzał kraby (ugotował je po prostu z przyprawami, nie wysilił się za bardzo, mimo to były pycha), Maryam – rybkę (ugotowała ją i podała z kolendrą duszoną w paście tamadrynowej (również pycha), a my z Kubą zajęliśmy się krewetkami (nauczyliśmy się je oprawiać – nieprzyjemna, żmudna robota, a potem usmażyliśmy je na masełku z czosnkiem i natką pietruszki – niebo w gębie!).  Wszystko skonsumowaliśmy z olbrzymią ilością pysznego, tutejszego ryżu i teraz umieramy z przejedzenia.

Comments are closed.

  • RSS
  • Facebook
  • Google+