Sajgon i Singapur (podejście nr2)

By kuba • Wietnam • 4 Jan 2011

Z Mui Ne ruszamy już prosto do Sajgonu (200 km w jedyne 6 godzin).  To bardzo nowoczesne miasto i bardzo „zachodnie”.  Pełno tu restauracji, kafejek, barów, sklepów dla turystów i samych turystów.  Większość czasu spędzamy na zakupach – trzeba uzupełnić braki przed Australią, bo wiadomo – tam drożej.  Kupujemy też suweniry na największym bazarze i trochę zwiedzamy centrum miasta.  Wieczór sylwestrowy mamy spędzić u Trunga w hotelu (doleciał już do Sajgonu razem z Justyną i mamą).  Sylwestrową kolację jemy w fajnej, tajskiej knajpce i idziemy spacerkiem w stronę hotelu Trunga.

Mamy zamiar wypić piwko na dachu i obejrzeć fajerwerki.  Nic więcej nie planujemy, bo w Nowy Rok, z samego rana musimy być na lotnisku i to w dobrej formie, bo podróż do Australii z przesiadkami zajmie nam ponad dobę..  Ulice Sajgonu tego wieczoru to prawdziwy „sajgon”.  Tysiące ludzi, a między nimi tysiące motorków.  Wszędzie ścisk i tłok, muzyka dudni, ludzie bawią się na ulicach.  Raj dla kieszonkowców.  Niestety, Kuba pada ich ofiarą i traci portfel.  Nie pozostaje nam nic innego jak wrócić do hotelu i polokować karty.  Udaje na się uporać że wszystkim 10 min po północy 😉 Nie ma co – wspaniały Sylwester i świetne zakończenie pobytu w Azji…  Na szczęście tracimy niewiele – stosujemy dywersyfikację kryjówek na pieniądze i dokumenty 🙂 No i stało się to jeszcze w starym roku, tak, że nowy rozpoczniemy z czystym kontem.

W Nowy Rok o 6:30 jesteśmy już na lotnisku.  Lecimy do Singapuru, tam mamy przesiadkę do Australii.  W Singapurze spędzamy prawie cały dzień – spacerujemy po Orchard’s Road, coś tam jeszcze dokupujemy i rzutem na taśmę próbujemy jeszcze jak smakuje czerwony dragon fruit (tak samo jak biały, ale lepiej wygląda).

Następny wpis będzie już z innego kontynentu!

Comments are closed.

  • RSS
  • Facebook
  • Google+