Rowerem po polskim wybrzeżu i promem na Bornholm

By kuba • Na stópkach, Parki narodowe, Polska, Rowery • 24 Sep 2013

Dzień I Wicko-Niechorze, 70 km, dzień II NIechorze-Kołobrzeg, 45 km.

Wreszcie jesteśmy nad Bałtykiem (wybieraliśmy się tu odkąd się znamy, ale zawsze trafiał się jakiś inny wyjazd) i wreszcie wyruszamy w dłuższą trasę na rowerach z Jurkiem.

Pierwszą noc spędzamy w ośrodku wczasowym nad jeziorem Wicko, w okolicy Międzyzdrojów. Przesympatyczni właściciele bez problemu zgadzają się, żebyśmy zostawili u nich samochód na dwa tygodnie. Pakujemy sakwy i przyczepkę i wyruszamy na podój Bałtyku!

Plan jest następujący – Jedziemy do Kołobrzegu, stamtąd płyniemy promem na Bornholm, potem znów promem do Sassnitz w Niemczech i powrót wybrzeżem do Wicka. Większość trasy chcemy pokonywać europejskim szlakiem R-10 biegnącym dookoła Bałtyku.

Jeździliśmy już z Jurkiem w przyczepce, ale były to krótkie wypady, maksymalnie 30 km w okolicach Warszawy. Trochę mamy obawy jak Młody będzie zachowywał się podczas dłuższej jazdy, ale niepotrzebnie. Nasz Jerzynek jest zachwycony przejażdżką. Podziwia widoki, wesoło sobie gaworzy, albo smacznie śpi przez większość trasy. Gdy jest głodny lub chce pobrykać zatrzymujemy się i odpoczywamy. W małej wędzarni kupujemy świeżo wędzonego dorsza, w nadmorskiej smażalni za to – świeżo smażonego.  Jest pysznie.

Szlak jest dosyć urozmaicony – biegnie a to wspaniale pachnącym lasem (
Woliński Park Narodowy), a to przez łąki i pola, niekiedy łączy się z drogą asfaltową i przejeżdża przez nadmorskie kurorty.

Pierwszy dzień bardzo nam się podoba, chociaż dostajemy odrobinę w kość. No cóż, kondycja już nie ta, a przyczepka i sakwy swoje ważą. Mimo dosyć zimnego wieczoru decydujemy się na nocleg pod namiotem – na wypasionym kempingu w Niechorzu. Noc jest zimna, ale dajemy radę. Rankiem, cali i zdrowi wyruszamy w dalszą drogę. Tego dnia dystans do pokonania jest niewielki. W Kołobrzegu mamy być dopiero wieczorem – tak ustaliliśmy z naszymi hostami. Wolny czas spędzamy na plaży pod Kołobrzegiem – pogoda dopisuje, a Jurek jest zachwycony piaskiem. Z kąpieli w morzy nie korzystamy – woda jest lodowata.

Nasi gospodarze to urocza, czteroosobowa rodzinka – weterani rowerowi. Niedawno wrócili z ponad rocznej wyprawy na rowerach po Europie. Jeździli z dzieciakami, spali w namiotach lub u ludzi z couchsurfingu. Spędziliśmy przemiły wieczór słuchając opowieści z podróży i zajadając się pyszną pizzą przygotowaną przez Maćka. Zapomnieliśmy już jaki couchsurfing może być fajny. Szkoda tylko, że nie mogliśmy pogadać dłużej – następnego ranka o nieludzkiej porze czekał na nas prom na Bornholm. W obawie przed chorobą morską zażyłam aviomarin. Mdłości, owszem, nie miałam, ale leki dosłownie ścięły mnie z nóg i większość podróży przespałam. Na szczęście Jurek również (i to bez wspomagania farmakologicznego).

Tags: , ,

2 Responses

  1. Marta

    hej,
    a jaką trasę robiliście na Bornholmie? jestem ciekawa, bo planuję wypad w przyszłym roku i zastanawiam sie ile dni przeznaczyć na tę wyspę.

  • RSS
  • Facebook
  • Google+