Road trip – Mossman Gorge

By kuba • Australia • 13 Jan 2011

Po nocy spędzonej przy przy drodze (kempingi kosztują tyle co hostele – znaczy się dużo), nad rzeką ruszamy do kolejnego parku narodowego – Mossman.  Jemy śniadanko nad rzeką, idziemy na krótki spacer a potem zażywamy kąpieli w górskim potoku (przyjemnie chłodna, ale nie lodowata i dosyć głęboka woda– w wielu miejscach nie mamy gruntu).  Zabawa jest przednia, bo nurt szybki.  Ćwiczymy wejścia do cofek bez kajaków 🙂 Kuba gubi w wodnych odmętach obrączkę.  W tej wartkiej i głębokiej wodzie to jak śliwka w kompot.  A jednak mamy farta – obrączka „weszła” do cofki za kamieniem i nie odpłynęła.  Pożyczamy od kogoś maskę do snorklowania i udaje się ją wyłowić! Z resztą Kuba wyłowił nie tylko obrączkę, ale też australijską turystkę, którą porwał prąd.  Moj dzielny mąż pomógł jej wydostać się na brzeg i przepłynąć rzekę w bezpiecznym miejscu, bohater!

Po południu jedziemy nad inną rzekę, taką bardziej bajorzastą, żeby wypatrywać dziobaków.  Udaje się zobaczyć tylko trzy żółwie i dzikiego indyka, zapada więc decyzja, że wrócimy tu następnego dnia, rankiem.  Tymczasem udajemy się na kemping (od czasu do czasu trzeba się przespać w cywilizowanych warunkach i wykąpać w ciepłej wodzie).  Maciek serwuje na kolację przepyszną sałatkę grecką.  To się nazywa urlop 🙂

Rankiem „”dziabągi też się nie pokazują, mimo, że zrywamy się o 5:30, żeby zobaczyć je o brzasku (podobno wtedy wyłażą najczęściej).  Przez godzinę siedzimy na brzegu rzeki, na ławeczce wpatrując się w rzeczną toń…  i nic.  W międzyczasie spożywamy śniadanko w postaci muesli z rozlewającym się na ubrania (szczególnie Kubie) mlekiem.  Scena przypomina trochę skecz z Monty Pythona.

Comments are closed.

  • RSS
  • Facebook
  • Google+