Reykjavík

By kuba • Islandia • 3 Jul 2011

No i stało się.  Po 14 miesiącach włóczęgi jesteśmy znów w Europie.  Jeszcze całkiem daleko od Polski, nawet od samego kontynentu – zawitaliśmy na Islandię!

Chcieliśmy tu przyjechać od dawna.  Jakieś trzy lata temu mieliśmy już nawet zaplanowaną podróż, kupione bilety i załatwione urlopy, ale dwa tygodnie przed wyjazdem Kuba rozwalił kolano i z wyjazdu wyszedł klops.  Teraz mamy tylko tydzień, zdecydowaliśmy więc, że wypożyczamy samochód i objedziemy wyspę dookoła po jedynej, głównej drodze zwanej ring road’em.

Kraina lodu wita nas pogodą nie taką znów lodową – 10 stopni na plusie i piękne słońce, za to wiatr zimny.  Zapomniane kurtki i polary idą w ruch.  Przylatujemy rano i od razu udajemy się do naszych hostów z couchsurfingu.  W progu wita nas dwójka kilkuletnich dzieciaków, na golasa, bo przecież lato przyszło 🙂 Po krótkiej drzemce zostawiamy graty (po zakupach w Stanach targamy 60 kg bagażu 😉 i lecimy oglądać miasto oraz odebrać Kasię (siostrę Kuby) z dworca) – ostatni tydzień podróży spędzimy we trójkę.

Reykjavík nie jest dużym miastem – mieszka tu ok.  160 tysięcy ludzi (czyli połowa populacji Islandii), jest za to miastem ciekawym i przepięknie położonym nad zatoką w otoczeniu gór.  Świeże powietrze, kolorowe, skandynawskie domki, mnóstwo knajpek, ciekawe i zabawne graffiti na murach, artystyczna bohema i mnóstwo leniwych kotów – miasto pełne jest uroczych zakątków a spacer w ich poszukiwaniu to prawdziwa frajda.  Nad miastem króluje charakterystyczna wieża Hallgrimskirkja, z której można podziwiać panoramę.  My nie mieliśmy okazji jej (w sensie – panoramy) podziwiać, bo nie mogliśmy natrafić na godziny otwarcia).  Ludzie są tu wyluzowani i bardzo mili – każdy zamieni z Tobą słowo i odwzajemni uśmiech.  Tylko za Polakami nie bardzo przepadają.  Naszych rodaków jest tu sporo, i to akurat tych niereprezentacyjnych.  Piją, nie znają języków obcych i zabierają robotę miejscowym.  A miejscowi w rozmowie z nami dziwią się trochę (i cieszą), że my tu jesteśmy turystycznie a nie za robotą i że po angielsku mówimy.  W Reykjaviku chętnie spędziłybyśmy więcej czasu (ja i Kasia, bo Kuba się tam nudził 🙂 ale trzeba ruszać w dalszą drogę.

Comments are closed.

  • RSS
  • Facebook
  • Google+