(Po)Morze Aralskie i Mujnak

By kuba • Uzbekistan • 6 Jul 2010

Smutna, smutna wycieczka.  Mujnak był do lat 60 XX w.  świetnie prosperującą miejscowością nadmorską – dumą Związku Radzieckiego.  Morze Aralskie słynęło z obfitości ryb.  Ludność żyła sobie spokojnie i dostatnio utrzymując się z rybołówstwa.  W mieście działało kilka sporych przetwórni.  Wszystko szło gładko dopóki ruscy specjaliści nie wpadli na pomysł użyźnienia pustyni.

Postanowili nawodnić olbrzymie połacie jałowej ziemi Uzbekistanu i Turkmenistanu używając wody z Amu Darii – największej rzeki regionu.  Wybudowali imponującą sieć kanałów i sztuczny zbiornik w okolicach Aszgabadu, w którym zbierano wodę na upalne letnie miesiące.  Ruscy hydrolodzy tak się postarali, że w Amu Darii po prostu zabrakło wody – rzeka praktycznie przestała istnieć w swym dolnym biegu.  Morze Aralskie pozbawione głównego zasilania zaczęło znikać.  Obecnie ostało się jedynie 10% obszaru sprzed 50 lat i jest prawie tak słone jak Morze Martwe! Mujnak, który leżał kiedyś nad brzegiem morza jest dziś od niego oddalony o ponad 150 km.  Zanikanie morza wywołało katastrofę ekologiczną – wymarło wiele gatunków ryb, zmienił się klimat, cała okolica zamieniła się w suchą, słoną pustynię.  Solno-piaskowe burze rozprzestrzeniły sól w promieniu kilkuset kilometrów zanieczyszczając zbiorniki wodne i glebę.  Ludzie zostali pozbawieni jedynego źródła utrzymania, nie mogą nawet poratować się warzywami z własnego ogródka, bo w okolicy nic nie rośnie.  Efekt – przeraźliwa bieda.  Wioska stanowi obraz nędzy i rozpaczy.  Porozwalane budynki, ruiny postsowieckich przetwórni, wszechobecny kurz, pył i śmieci.  Turyści, którzy przyjeżdżają tu oglądać wraki statków tkwiących smutnie na pustyni unikają Mujnaka jak ognia.  Zwykle wynajmują terenowe auto, które zawozi ich na miejsce, szybko pstrykają fotki i zmykają gdzie pieprz rośnie.  My postanowiliśmy sprawdzić jak to jest być lokalsem.  Z Nukusa – jedynego większego miasta w okolicy, gdzie można zapatrzeć się w niezbędne do przeżycia towary (oddalonego o 220km) kursują do Mujnaka jeden lub dwa autobusy dziennie.  Są to stare, rozklekotane ruskie maszyny lub nieco mniej stare, ale równie rozklekotane japońskie mini-autobusy.  Trafiamy na dzień, w którym jest tylko jeden autobus.  Pasażerów jest dwa razy więcej niż miejsc.  Każdy z nich wiezie swoje skarby – worki z ziemniakami, papryką, marchwią, czosnkiem, pudła z telewizorami, koła samochodowe i rowerowe, wory pustych, plastikowych butelek, torby i tobołki, 20 arbuzów, olbrzymie wory z korespondencją i gazetami (autobus jest jedynym łącznikiem okolicznych wiosek że światem).  Cały ten majdan musi zmieścić się w środku pojazdu, bo bagażnika nie ma (nasze plecaki jechały na dachu przywiązane sznurkiem konopnym).  Ludzie gnieżdżą się jak sardynki, panuje straszliwy upał.  Była to najgorsza podróż w naszym życiu.  Ponad pięć godzin staliśmy na połowie schodka, tuż przy drzwiach, niemalże rozpłaszczeni na szybie.  Na miejsce dotarliśmy niewyobrażalnie brudni i umęczeni.  W Mujnaku jest tylko jeden „hotel”.  Remontu nie było tam pewnie od 40 lat.  Nie ma też bieżącej wody (jest za to drewniana szopa na zewnątrz, służąca za prysznic – woda leci z umieszczonej na dachu beczki – i całość jest nawet przyjemna).  Po korytarzach latają nietoperze – ależ mnie wystraszyły w nocy! Spędzamy tam tylko jeden wieczór i prawie popadamy w depresję.  Snujący się po piachu ludzie i dzieciaki bawiące się na śmietnikach stanowią naprawdę przygnębiający widok.  Najgorsze jest to, że wiadomo, że nic się tutaj nie zmieni.  Trzeba jednak przyznać, że widok na step, który kiedyś był morzem i na utkwione w piachu statki – widma robią wrażenie.

Comments are closed.

  • RSS
  • Facebook
  • Google+