Polowanie na żółwie i Wadi Bani Khalid

By kuba • Na stópkach, Oman • 5 Apr 2013

Z wyspy Masirah popędziliśmy z powrotem do rezerwatu żółwi Ras al Jinz – ledwo udało nam się zdążyć na naszego “tripa”. Podchodziliśmy dosyć sceptycznie do tej wyprawy – słyszeliśmy, że tabuny turystów łażą po plaży bez celu, bo wystraszone żółwie już dawno przeniosły się ze składaniem jaj w spokojniejsze miejsce.

Czekało nas miłe rozczarowanie. Rezerwat chroni dwie plaże wciśnięte między góry – dostęp do nich jest trudny i pewnie dlatego żółwie właśnie to miejsce upodobały sobie do składania jaj. Mieliśmy ogromne szczęście. Mimo, że to nie szczyt sezonu lęgowego (w sezonie plaże są podobno oblegane przez setki żółwi) udało nam się spotkać kilka żółwic. Co najlepsze, każda z nich była w innym stadium zaawansowania składania jaj. Widzieliśmy więc żółwicę przemierzającą plażę w poszukiwaniu miejsca lęgowego, taką która kopała dół na jajeczka, inną, która jajka składała i taką, która dół zasypywała.

Cały proces składania jaj jest dla żółwic niezwykle wyczerpujący i trwa wiele godzin. Kopią kilka głębokich dołów, ale jaja (około setki) składają tylko w jednym z nich (to taka zmyła dla lisów, które wyżerają żółwie jaja). Żółwie są naprawdę ogromne (ok półtora metra średnicy) i na brzegu wydają się bardzo nieporadne.

Widok żółwia składającego jaja – bezcenny. Nie mamy jednak żadnych fotek, bo używanie a nawet zabieranie ze sobą aparatów (nawet tych bez lampy) jest zabroniony, podobnie jak telefonów i innych elektronicznych gadżetów. Nie można też hałasować ani nawet rozmawiać szeptem. Tylko przewodnicy, zaznajomieni ze zwyczajami żółwi, są zaopatrzeni w latarki i w odpowiednich momentach oświetlają żółwie. Byliśmy zaskoczeni, bo można było naprawdę blisko podejść do żółwic, właściwie prawie ich dotknąć. To dlatego, ze żółwica, która rozpoczęła składanie jaj nie może przerwać zanim nie złoży wszystkich (w sumie rodząca kobieta też się raczej nie może powstrzymać od wydania dziecka na świat), ale obecność ludzi i ich odgłosy bardzo ją stresują.

Musimy tutaj pochwalić Jureczka, który całą tę kilkugodzinną, nocną eskapadę przespał w foteliku samochodowym targanym przez tatę i przez cały czas nawet nie pisnął (ani ojciec ani syn 🙂

Na samym końcu wycieczki czekał nas bonus w postaci widoku świeżo wyklutych, maleńkich żółwiątek wygrzebujących się z piachu i uciekających do wody – przesłodkie!

Następnego dnia, w drodze do pustynnego obozu na Wahiba Sands, zajechaliśmy do kolejnej z uroczych, omańskich dolinek – Wadi Bani Khalid. Została nasza drugą ulubioną doliną, zaraz po Wadi Shab. Białe skały oraz labirynt basenów oferujących orzeźwiającą, przyjemną kąpiel nas zachwyciły. W dolince, prócz piknikowania, można jeszcze połązić po górach – jest tam jeden z nielicznych w Omanie, oznakowanych szlaków. Co prawda bardzo krótki – ma niewiele ponad kilometr długości (można iść dalej, ale tylko z przewodnikiem i duuużym zapasem wody niesionym przez osiołki) ale za to jest ciekawy, nieoczywisty, dosyć wymagający i oferuje wspaniałe widoki. Z uwagi na obecność Jurka każde z nas pokonało szlak samotnie, po kolei. Ale i tak była fajnie.

Comments are closed.

  • RSS
  • Facebook
  • Google+