Podziemne jezioro Kow Ata iArczman

By kuba • Turkmenistan • 27 Jun 2010

Jezioro jest oddalone od Aszgabadu o ok.  100 km.  Jedziemy tam „nielegalnie”, bo nie powinniśmy opuszczać miasta bez przewodnika.  Nie mamy paszportów, ale nikt ich nie potrzebuje (mimo, że w przewodniku pisali, że na drogach są blokady co 50-100 km.).  Na miejsce docieramy szybko i bez przeszkód marszrutką i stopem (podobno nie funkcjonuje i jest nielegalny w Turkmenistanie, nam jednak się udaje).

Jezioro znajduje się w jaskini, jest bogate w minerały (znaczy się śmierdzi) a jego naturalna, stała przez cały rok temperatura to 34 stopnie.  Od wejścia do jaskini do jeziora prowadzą strome i niebezpieczne schody w dół.  Są, jak wszystko tutaj, pozostałością po Związku Radzieckim – znaczy się są paskudne (betonowo-zardzewiałe), brudne i po części rozwalone.  W jaskini panuje nieznośna wilgoć.  W jeziorze zażywamy krótkiej, zdrowotnej kąpieli i szybko stamtąd uciekamy.  Hm…  ciekawe doświadczenie.

W drodze powrotnej łapiemy stopa i jedziemy dalej 50 km na północny-wschód (czyli w stronę przeciwną do Aszgabadu).  Kierowca, który nas zabrał jest na wakacjach w Arczmanie – tamtejszym kurorcie i uzdrowisku wodnym w górach i chce, żebyśmy obejrzeli to cudeńko.  Nie mamy nic lepszego do roboty więc się zgadzamy.  Aczhman to małe miasteczko podzielone na dwie części – normalną i uzdrowiskową.  Część uzdrowiskowa to wielkie molochy – komunistyczne hotele + jeden marmurowy wybudowany przez prezydenta.  Jest też pałac prezydencki pilnie strzeżony przez wojsko, pijalnia wód mineralnych i kopalnia w wodach mineralnych.  Wszystko postsowieckie.  W powietrzu unosi się zapach zgniłych jaj – to owa, uzdrawiająca woda.  Spacerujemy przez pół godziny, wdrapujemy się na pobliskie wzgórze i wracamy do Aszgabadu.

Comments are closed.

  • RSS
  • Facebook
  • Google+