Pierwsze koty za płoty

By kuba • Na stópkach, Oman • 13 Feb 2013

„Nadejszła” wiekopomna chwila – wyruszamy w pierwszą, dalszą podróż z Jurkiem, samolotem, do Omanu. Nie cierpię i boję się latać, więc każda podróż samolotem to dla mnie ogromny stres. I choćbym nie wiem jak racjonalnie sobie tłumaczyła irracjonalność mojego strachu – i tak nic nie pomaga. Tym razem boję się intensywniej, bo pierwszy raz będziemy lecieć z Jurkiem. Zaczynam się więc martwić już tydzień przed wylotem. Wyobraźnia podsuwa najbardziej wydumane scenariusze tego, co może się wydarzyć. Ale, o dziwo, już na pokładzie okazuje się, że wcale nie jest tak źle. Lecimy z przesiadką we Frankfurcie i międzylądowaniem w Abu Dhabi.

Loty przebiegają spokojnie, nie ma nawet małych turbulencji. Jurek skutecznie pochłania moją uwagę – a to trzeba przypiąć go pasem, pilnować, żeby coś przełykał w trakcie startu i lądowania, przystawiać do cyca. Międzyczasie podają posiłki i napoje, sama nie wiem, kiedy mija te 11 godzin i lądujemy w Maskacie. Trzeba dodać, że Jurek podróż zniósł wyśmienicie – spał, jadł, bawił się, cały czas był w wyśmienitym humorze i uśmiechem czarował stewardessy. Mieliśmy też sporo szczęścia, bo obsługa zamieniła nam miejsca i dostaliśmy cały, czterofotelowy rząd z dodatkowym miejscem na nogi tylko dla siebie i pozwolono nam zabrać na pokład fotelik samochodowy. Tak to ja mogę podróżować. Nuuuda…

Trzeba więc było dostarczyć sobie atrakcji. Najpierw zostawiliśmy paszporty i pieniądze w samolocie. Kuba zorientował się już w autobusie podczas transferu do terminala, ale nie było szans na powrót do samolotu. Zanim udało się znaleźć kogoś z obsługi, kto pomógł nam znaleźć kogoś, kto znalazł naszą zgubę minęła godzina i zdążyło wylądować klika samolotów, których pasażerowie utworzyli gigantyczną kolejkę po wizy. Odstaliśmy swoje i uradowani wreszcie wyleźliśmy z terminala tylko po to, żeby odstać kolejne „swoje” w kolejce po samochód (zamówiliśmy przez internet wypożyczenie Yariski).

Wiadomo, kraj arabski – wszystko załatwia się na luzie, insh’Allah… Wokół upalny wieczór, wilgotno a my w zimowych ciuchach, butach trekkingowych, obładowani, Jurek w polarku, czekamy… Zanim dostaliśmy upragnione autko wypociliśmy z siebie siódme poty. A potem było tylko gorzej…

Przy ładowaniu bagaży do samochodu zorientowaliśmy się, że brakuje jednego plecaka. A bagaży mieliśmy dużo: dwa wielkie plecaki, dwa mniejsze plecaki i wielki tobół jak u Ruskich (z wózkiem i różnymi pierdołami). Więc zaczął się cyrk – trzeba auto odstawić na parking, bo pod terminalem nie można stać, potem przejść przez wszystkie kontrole bezpieczeństwa i prześwietlanie. Na szczęście Kubie udało się namierzyć nasz plecak, leżał sobie spokojnie na podłodze przy punkcie kontrolnym – w Omanie nie ma złodziejstwa.

Uradowani zapakowaliśmy się wreszcie do naszej Yariski, która… nie odpaliła. I znów powrót do terminala, oczekiwanie, aż Pan z wypożyczalni najpierw sprawdzi nanożnie brak możliwości uruchomienia auta, a potem znajdzie nam nowe, insh’Allah… Po dłuuugim czasie podjeżdża Suzuki, dobra nasza – to auto o klasę wyżej niż to, przez nas zamówione (i większe). Nareszcie! Z ulgą pakujemy klamoty do bagażnika (wszystko się zmieściło!) i… okazuje się, że w aucie nie ma pasów – nie da rady przypiąć fotelika.  Teraz to wkurza się nawet Pan z wypożyczalni (ale tylko odrobinę). Chwilę mantykuje i oznajmia, że może nam dać Focusa, który jest nieumyty i niezatankowany po poprzednich turystach.

Ochoczo się zgadzamy, postanawiamy zignorować kurz na karoserii (w środku jest czysto) i darować sobie myjnię. Potem jeszcze szybkie tankowanie, krótka jazda z odrobiną błądzenia i docieramy do naszych couchsurfingowych gospodarzy, jedyne sześć godzin po przylocie…

6 Responses

  1. Jak zawsze jesteście mistrzami świata 🙂

  2. ciotka z

    Cieszę się ,że można w końcu zobaczyć Jureczka-Podróżnika z szalonymi rodzicami.
    Pozdrawiam i z niecierpliwością czekam na cd……

  3. Ha, pierwsze zdjęcia Jurka, jakie widzę! Ale przystojniak, i do tego w takiej egzorycznej podróży. Gratuluję!
    Do pełnej fotorelacji brakuje mi jeszcze tych 3 aut z wypożyczalni 🙂

  4. Wow, a ja dopiero teraz zauważyłam tę wyprawę. Nadrabiam zaległości:) Z takim maluchem to się jeszcze fajnie lata, ze starszym już trochę nie jest tak fajnie. A z dwójką ….

    • Zobaczymy… na razie wyjazdów nie planujemy, ale może na jesieni, tym razem już we 4 🙂

  • RSS
  • Facebook
  • Google+