Pekin

By kuba • Chiny • 29 Aug 2010

Ogromne miasto, nowoczesne, niektórzy powiedzieliby ”bez duszy i charakteru”, ale nam się podobało.  Podobał nam się ogrom wszystkiego, rozmach nowoczesnych dzielnic biznesowych i urok hutongów (wąziutkich uliczek w starej części miasta).  Olbrzymie, szklane wieżowce czasem mają przedziwne kształty.  Budynek chińskiej telewizji, na przykład, nazywany jest przez miejscowych „galotami” – i jest w tym trochę racji jak się patrzy na olbrzymie dziwadło na dwóch nogach.  Hutongi za to mają dwa oblicza: turystyczne, nastawione na miejscowych i zagranicznych turystów pełne jest czerwonych lampionów, restauracyjek, kramików z pamiątkami i owocami i butików z drogimi ciuchami; oraz lokalsowe – gdzie suszy się pranie, gdzie miejscowi grają w karty i gry planszowe oraz charchają na chodniki, gdzie w obleśnej knajpie można zjeść pyszne kluchy z kapustą za 2 zł i gdzie „pachnie” Chinami.

Po Pekinie poruszamy się tak jak miejscowi – na rowerach i uważamy, że jest to najlepszy sposób na zwiedzanie tego miasta.  Jedziesz szybciej niż stojące w nieustannych korkach autobusy i widzisz więcej niż w metrze.  Codziennie pokonywaliśmy więc kilkadziesiąt kilometrów na rowerach, które można niedrogo wypożyczyć praktycznie w każdym hotelu.  Pekin, mimo całego swojego szalonego ruchu drogowego jest stworzony dla rowerzystów.  Każda ulica ma szerokie ścieżki rowerowe.  Owszem, poruszanie się w plątaninie aut, autobusów, trolejbusów, motorynek i różnego typu trójkołowych pojazdów wymaga treningu i uwagi.  Ale jak się przyzwyczaisz – jest wspaniale.

Oprócz zwiedzania próbujemy lokalnych przysmaków.  Być w Pekinie i nie sprób ować słynnej kaczki po pekińsku? Wybieramy się więc z zaprzyjaźnionym australijczykiem do najpopularniejszej wśród lokalsó restauracji.  Restauracja mieści się w hotelu, jest ekskluzywna i droga.  Serwują tam wyłącznie kaczkę a zapotrzebowanie na nią jest ogromne – knajpa ma kilka poziomów a i tak trzeba sporo czekac na stolik.  Upeczona na złoto kaczka wjeżdża na stól, a właściwie obok stołu na specjalnym wózku.  Specjalnie przeszkoleni kelnerzy kroją ja na profesjonalne kawałki.  Kawałki mięsa macza się w sosię śliwkowym i zawija w małe, cieniutkie (chyba ryżowe) naleśniki razem z paseczkami świeżego ogórka i pora.  Mniam!

W Pekinie mieszkamy głównie w hostelu.  Udaje nam się znaleźć hosta tylko na jedną noc.  Nasza gospodyni, Lilian, należy raczej do zamożniejszych obywateli.  Mieszka w dzielnicy luksusowych apartamentowców, gdzie ma dwa mieszkania.  My będziemy dzielić apartament (wjeżdża się do niego bezpośrednio windą) z synem jej znajomych.  Siędemnastolateg pochodzi z innej prowincji, przyjechał do Pekinu, żeby przygotować się do egzaminu z angielskiego – musi go zdać, żeby wyjechać na studia do Australii.  (che studiować stosunki międzynarodowe a po powrocie objąć wysokie stanowisko w rządzie).  Na razie jednak bardziej przeżywa swoje osięmnaste urodziny – to już za miesiąc.  (Jak tylko będzie pełnoletni, dostanie prawo jazdy i będzie mógł jeździć swoim najnowszym modelem sportowego Audi, które dostał od rodziców.:)

Miejskie życie wciąga – w Pekinie spędzamy prawie 10 dni! To nasz najdłuższy przystanek na dotychczasowej trasię.  Najwyższa pora przenieść się do Szanghaju.

Comments are closed.

  • RSS
  • Facebook
  • Google+