Pamir Highway – Murgab

By kuba • Tadżykistan • 25 Jul 2010

Kolejny dzień i kolejna wędrówka – do pokonania 15 km.  Musimy dojść do wioski Aliczur – do głównej drogi – i jeszcze tego samego dnia złapać transport do Murgaba.  Już o 12:00 docieramy do celu.  Trochę nas martwił ruch na drodze, a właściwie jego brak.  O tej porze dnia w okolicach Aliczura powinny pojawić się ciężarowy jadące z Chorogu – a tu nic.  Skorzystaliśmy więc z zaproszenia na drugie śniadanie (najlepsze domowej roboty masełko jakie jedliśmy).  Opuszczając gościnne progi zobaczyliśmy jakichś stukniętych turystów – jechali na dachu jeepa i najwyraźniej mieli z tego olbrzymią frajdę.  Pomachaliśmy im, a oni odmachali i odjechali.

Ku naszemu zdziwieniu po kilku minutach wrócili! Okazało się, że to nasi znajomi Francuzo-Węgrzy – poznaliśmy ich w schronisku w Chorogu.  Mieli być w tym czasie w innej części kraju, ale zmienili zdanie i ruszyli na Pamir Highway.  Zaprosili nas do wspólnej podróży.  Zadowoleni wskoczyliśmy na dach.  Ja po 10 minutach wymiękłam – bardzo wiało i trzęsło – odezwał się mój tchórz wewnętrzny i usiadałem w środku.  Kuba za to wytrzymał razem z chłopakami z godzinę.  Francuzo-Węgrzy też jechali do Murgaba, najpierw jednak chcieli odwiedzić kirgiską wioskę i obejrzeć karavanserai.  Lepiej nie mogliśmy trafić.  Wioska była malowniczo położona – na zielonej równinie, nad rzeką.  Wokół lepianek i jurt pasły się jaki (widzieliśmy je na żywo pierwszy raz w życiu).  Przyjaźni Kirgizi zaprosili nas na poczęstunek (tym razem słona herbatka nawet mi smakowała) a dzieciaki spacerowały z nami po okolicy popisując się, wywijając fikołki i wpadając do rzeki.  Karavanserai też był fajny.  Do Murgaba przyjechaliśmy dosyć późno – znaleźliśmy tani nocleg u miejscowych, wpadliśmy do knajpki na kolacje i padliśmy jak zabici – to był pełen wrażeń i męczący dzień.

Kolejny dzień i kolejna pobudka przed wschodem słońca.  Zostawiamy śpiących Francuzo-Węgrów i bez śniadania wyruszamy w drogę.  Po wielu debatach postanowiliśmy jednak pojechać do Kirgistanu.  Spotkaliśmy sporo ludzi, którzy właśnie stamtąd wrócili i twierdzili, że sytuacja już się unormowała i jest bezpiecznie.  Korespondowaliśmy też z mieszkańcami Osza (miejscowości, która najbardziej ucierpiała w wyniku walk Kirgizów z Uzbekami) – też twierdzili, że już wszystko w porządku.  Poza tym okazało się, że granica tadżycko-chińska jest zamknięta dla obcokrajowców – jedyny sposób, żeby opuścić Tadżykistan przed upływem ważności wizy to wjechać do Kirgistanu.  Mamy nadzieję, że złapiemy jakiegoś TIRa jadącego do granicy.  I znów mamy szczęście – dosłownie po 5 min.  zatrzymuje się jeep – amerykańska pani fotograf i tadżycki pracownik niemieckiej organizacji humanitarnej jadą do Kirgistanu! Zabieramy się z nimi.

Comments are closed.

  • RSS
  • Facebook
  • Google+