Palmyra

By kuba • Syria, UNESCO • 21 May 2010

Największe i najlepiej zachowane starożytne miasto.  Odwiedziliśmy je w nocy, za dnia i przy wschodzie słońca.  Za każdy razem robi niesamowite wrażenie.  Niby to kolejne ruiny, ale nie do końca.  To jedyne miejsce, gdzie można naprawdę poczuć klimat starożytnego Rzymu i nie tylko wyobrazić sobie, ale na własne oczy zobaczyć jak to kiedyś wyglądało.  Imponująca Świątynia Bel i prawie kilometrowej długości kolumnada sprawiają, że szczena opada.  Jakby tego było mało na pobliskim wzgórzu wznosi się świetnie zachowany zamek otomański z XVII w, z którego roztacza się wspaniały widok na okolicę.  Jest to też idealny punkt do podziwiania zachodu słońca.  Gdy przyjechaliśmy do Palmyry, miasto nie zrobiło na nas najlepszego wrażenia – pustynny krajobraz, brzydkie budynki, pusto, cicho, nieprzyjemnie, auta trąbią, dzieciaki (w sumie to dorośli również) biegały za nami wrzeszcząc „Halo! Halo!”, żądając pieniędzy i długopisów.  Naprawdę trzeba być cierpliwym…  i nie należy się z nimi drażnić bo można oberwać kamieniem.  Następnego dnia trochę zmieniliśmy zdanie.  Był piątek, czyli święto i mieszkańcy wylegli na ulice, biwakowali przy ruinach.  Miasteczko nabrało życia i kolorów.  Podobało nam się, że ludzie wspólnie spędzają wolny czas.  Gawędzą z sąsiadami, spacerują z rodzinami.  To co nas zaskoczyło – chociaż już dużo widzieliśmy – to liczba osób które mogą jechać jednym samochodem.  Widzieliśmy pickupa gdzie na pace stały osoby i reszta wisiała na zderzaku, osobówkę gdzie w środku już naprawdę nie było miejsca a w otwartym bagażniku było widać co najmniej 3 głowy dzieciaków, którym nie udało się zmieścić do środka.  Motorki z 5 osobami należą już tu do standardu.  W naszym hoteliku też mieliśmy niezły ubaw.  Prowadzą go dwie oryginalne postaci – młody, temperamentny recepcjonista, który pokrzykuje na gości, śmiesznie się obraża, macha rękami i robi zniecierpliwione miny.  Oraz jego wujek – starszy, przygłuchy przewodnik po ruinach, który bardzo słabo mówi po angielsku, ale się uczy i zamęcza gości hotelowych pytaniami o wyjaśnianie znaczenia słów.  Wyglądają trochę jak postaci z sitcomu.  Jedyny oprócz nas zachodni gość hotelu – zabawny Kanadyjczyk rozbawiał nas drwiąc sobie i komentując zachowania naszych gospodarzy.  Palmyrę zapamiętamy również z powodu pysznego mleka (zarówno słodkiego jak i zsiadłego), które udało nam się tu kupić oraz najtańszych kanapek z falafelem (15 funtów syryjskich za sztukę – czyli około 80gr.).  Internet kradniemy na chodniku z jakiegoś lepsięjszego hotelu, dlatego zdjęcia będą później 🙂  Jako że jest całkiem niezły to część zdjęć już jest:

Comments are closed.

  • RSS
  • Facebook
  • Google+