Okolice Pingyao

By kuba • Chiny • 20 Aug 2010

Zaraz po przyjeździe do miasteczka wybieramy się na “pół zorganizowaną” wycieczkę.  Razem z dwoma sąsiadkami z hostelu, Beth i Mirną jedziemy zwiedzać pobliską Rezydencję Wang i podziemny zamek wraz z otaczającą go, nadal zamieszkałą wioską.  Tradycyjne, chińskie rezydencje składają się z dziedzińców – każdy o innym przeznaczeniu, do każdego przylegają pomieszczenia mieszkalne.  Rezydencja Wang’ów jest olbrzymia – prawie 300 dziedzińców.  Bardziej przypomina zamek lub nawet całą miejscowość otoczoną murem niż dom mieszkalny.

W plątaninie podwórek i wąskich przejść łatwo się zgubić.  W pierwszej chwili myślałam, że to w tym miejscu nakręcono film „Zapalcie czerwone latarnie” (tak na marginesie – polecam, obejrzyjcie sobie), ale okazało się, że zdjęcia do filmu nakręcili w położonej niedaleko innej rezydencji, należącej do rodziny Qiao (trochę mniejsza za to bardziej turystyczna).  W każdym razie – klimat ten sam.  „U Wangów” próbujemy wreszcie przepysznych, chińskich słodyczy wyrabianych tradycyjną metodą – jest to mieszanina miodu, karmelu i orzechów ziemnych (występuje też w wersji z dodatkiem maku).  Do przyrządzenia specjału potrzeba co najmniej dwóch silnych facetów – układają masę na okrągłej podstawie (najczęściej jest to pieniek) i tłuką ją drewnianymi młotami aż składniki się ładnie połączą i uformują zgrabny placek.  Placek jest następnie podsuszany i łamany na mniejsze ciasteczka.  Gotowy specjał jest chrupiący i aromatyczny.  Niestety, nie znamy jeszcze nazwy, bo nie mogliśmy się dogadać 🙂

Kolejny punkt wycieczki – podziemny zamek.  Właściwie to nie jest on tak naprawdę podziemny – cały kompleks (zamek że świątyniami i otaczającą go wioską) znajduje się na powierzchni.  Pod ziemią jest „jedynie” kilkukilometrowa i trzypoziomowa sieć tuneli służąca za schron dla żołnierzy i ludności w czasach wojny.  W tunelach znajdują się kwatery dla oficerów, stajnie, kanały komunikacyjne i pułapki.  Obiekt zwiedzaliśmy z chińską przewodniczką, która powiedziała nam wiele ciekawostek, mimo, że bardzo trudno było zrozumieć jej „chenglish” (Beth i Mirna, native speakerki miały nawet większe problemy niż my 🙂

Comments are closed.

  • RSS
  • Facebook
  • Google+