Neapol

By kuba • Na stópkach, Włochy • 11 Nov 2013

Ostatnio nigdzie się nie ruszaliśmy – dolegliwości ciążowe skutecznie trzymały nas na tyłkach, w domu. Ale wreszcie się udało – lecimy na podbój Italii! Tanimi liniami do Neapolu, tam zamierzamy się zatrzymać na kilka dni, a dalej w planach – kilkudniowa objazdówka południa Włoch wypożyczonym autem .

Zaklepujemy sobie couchsurfingową miejscówkę u Maddaleny w Pozzuoli, małym, nadmorskim miasteczku niedaleko Neapolu. Maddalena jest pisarką i instruktorką jogi, medytuje i dobrze gotuje. Wizyta u niej to kolejne fajne doświadczenie „kanapowe”. Nasza gospodyni dba, żebyśmy dobrze się u niej czuli i dokarmia nas prawdziwymi, włoskimi przysmakami (makaron z małżami, makaron z dynią, tradycyjne neapolskie słodkości). Towarzystwa dotrzymuje nam również Francesco, przyjaciel Maddaleny, oraz jej córka i jej amerykański narzeczony a także maleńka kotka, która na dzień dobry sika mi do traperów (zapaszku kocich sików nie udaje mi się wyeliminować do końca wyjazdu, mimo  wielokrotnego prania). Wieczory spędzamy biesiadując a w ciągu dnia – zwiedzamy (mamy świetny dojazd do centrum metrem).

Neapol jest specyficznym miastem –podziwiasz piękne (choć podniszczone), zabytkowe budynki, by za chwilę spotkać  kujące w oczy zapyziałe blokowiska.W mieście nie czuje się przestrzeni – wszystkie budynki są ciasno poupychane, pełno jest kontrastów, i co dla mnie okazało się największym zdziwieniem – nie ma tu typowych dla Włoch placów i placyków. Są tylko wąskie uliczki, nad którymi suszy się pranie. Odhaczamy prawie wszystkie turystyczno-zabytkowe „must see”, pijemy kawę w najpopularniejszym barze i wciągamy pyszną pizzę w poleconej przez Francesco pizzerii. I wszystko byłoby idealnie gdyby nie psująca humor pogoda – temperatura sporo niższą niż się spodziewaliśmy + deszcz przez pół dnia. No ale jest listopad, i tak lepsza tutejsza aura niż w Polsce.

Comments are closed.

  • RSS
  • Facebook
  • Google+