Na pojezdie i w Konye-Urgench

By kuba • Turkmenistan, UNESCO • 4 Jul 2010

Wreszcie odzyskaliśmy paszporty i wyjeżdżamy z Aszgabadu! Nie obyło się bez awantury.  Nasz ulubiony opiekun, w dzień wyjazdu powitał nas na rauszu i z wiadomością, że biletów na pociąg, które obiecał nam trzy dni temu, nie ma – skończyły się miejsca w pociągu.  Tym razem kłótnia odbyła się w recepcji hotelowej i było ostro.  Naprawdę byliśmy zdecydowani iść do ambasady i na policję.  Murat tym razem przegiął – nawet wredny babol-recepcjonistka stanęła po naszej stronie.  Pokonany Murat oddał nam w końcu paszporty i pokornie pojechał z nami na dworzec (zupełnie nie wiem po co, bo świetnie poradzilibyśmy sobie sami).  Na dworcu okazało się, że nie ma żadnego problemu z biletami – są i to nawet w klasie plackart (tańsze, które zwykle szybciej znikają).  My kupiliśmy bilety, a w tym czasie Murat szybciutko się ulotnił – cały czas się bał ,że go zawieziemy do ambasady 😉

Pociąg był nowy, ładny, czysty i klimatyzowany.  Jedyne zaskoczenie – plackart w Turkmenistanie ma trzy piętra, wzdłuż przejścia natomiast nie ma już łóżek.  Przekonaliśmy się, że jest to o wiele mniej wygodne rozwiązanie, gdyż w praktyce oznacza mniej przestrzeni pomiędzy leżankami.  Mimo wszystko, jest to wygodny sposób podróżowania – można się porządnie wyspać.  Pociąg przejeżdża przez całą pustynie Karakum – 600 km pokonuje w 20 godz.  Zawrotną prędkość zawdzięczamy oczywiście ruskiemu zmysłowi technicznemu – tory położono bezpośrednio na piachu.  Mamy więc sporo czasu, żeby pobratać się z lokalsami.  Jesteśmy jedynymi innostrańcami w pociągu i wzbudzamy powszechne zainteresowanie – ludzie chcą z mani rozmawiać, zaczepiają w drodze do toalety, przychodzą w odwiedziny do przedziału.  Dowiadujemy się co nie co o życiu w Turkmenistanie.  Jest ciężko – ludzie zarabiają mało, szkoły (nawet te podstawowe) są płatne, podobnie opieka medyczna.  Można przeżyć dzięki darmowemu gazowi, elektryczności, wodzie i benzynie – ale jest to raczej wegetacja.  Kobiety w tradycyjnych rodzinach i na wioskach też nie mają lekko (nadal twierdzimy, że jednak lepiej niż w Iranie) – obowiązuje skromny strój (długa sukienka i chustka na głowie).  Dodatkowo kobietom nie wolno rozmawiać z obcymi (znaczy – niespokrewnionymi) mężczyznami.  Powinny też zasłaniać twarz, a przynajmniej usta kiedy są w towarzystwie mężczyzn, nawet jeśli są to ich ojcowie lub bracia (babeczka, która jechała z nami mówiła mi, że nawet podczas jedzenia musi zakrywać usta rogiem chustki, tak, żeby teściu ich nie widział).

Przy okazji trzeba wspomnieć, że tutejsze dziewczyny są naprawdę piękne.  Turkmenki, Rosjanki i mieszane – w większości bardzo zadbane, ładne buzie, szczupłe figury, gibkie talie i dłuuuugie, zgrabne nogi.  Długie suknie, które noszą, są bardzo dopasowane do figury i podkreślają talię.  Naprawdę seksowne.  Podróż minęła nam szybko.

Z dworca dobrał nasz przedstawiciel agencji – tym razem wszystko poszło gładko.  Spotkaliśmy się też z Bayramem – szefem agencji.  Facet okazał się w porządku.  Wychodzi na to, że wszystkie problemy były „zasługą” Murata-pijanicy.  Z Bayramem rozstaliśmy się w przyjaznej atmosferze.  Opiekę nad nami przejął Atabaj – zawiózł nas do hotelu, pokazał tutejsze zabytki, a następnego dnia ma nas podrzucić do granicy.  Wszystko „bezpłatna”.  Bardzo miłą odmiana po Aszgabadzie.

Konye-Urgench kiedyś było ważnym punktem na jedwabnym szlaku, stolicą imperium Dżingis-Hana i najważniejszym ośrodkiem muzułmańskim w Azji Centralnej.  Teraz to zapyziała wiocha, na której skraju znajdują się pozostałości po niegdyś wspaniałym mieście – ruiny wpisane są na listę dziedzictwa kulturowego UNESCO.  P.S.  W ciągu dzisiejszego dnia udało nam się wyrównać nasze starcie i pomimo problemów z pociągiem, obecny wynik to 4:4.  Sędzia podyktował karnego, bo jutro obiecano nam za darmo podwiezienie na granice, jeśli się uda to wygramy to ciężkie spotkanie na wyjeździe 🙂

Comments are closed.

  • RSS
  • Facebook
  • Google+