Morze Martwe

By kuba • Jordania • 16 May 2010

Ciągnąca się wzdłuż Morza Martwego Dead Sea Highway to jedna z bardziej malowniczych dróg: z jednej strony pomarańczowe, skaliste góry, z drugiej – błękit morza. Smaczku dodaje świadomość, że to największa depresja na ziemi – 400 m. poniżej poziomu morza (ppm?). My dodatkowo mogliśmy podziwiać widoki z góry, to znaczy z kabiny TIR-a, który nas zabrał. Do naszej dolinki dotarliśmy po 17 i okazało się, że tego dnia nie możemy już wyjść na szlak – właściwie nie wiadomo czemu. Zagadaliśmy z przewodnikiem po Parku Narodowym i udało nam się załatwić „okazyjne” noclegi tuż nad brzegiem Morza Martwego. Zostawiliśmy graty i od razy pobiegliśmy ponurać się w słonej wodzie. Jeśli pamięta się o tym, żeby chronić oczy i nie oblizywać ust (woda jest paskudna) to kąpiel w Morzy Martwym dostarcza niesamowitej frajdy. Człowiek unosi się swobodnie na falach, przewraca z boku na bok, wietrzyk wieje, falki kołyszą – świetna zabawa. A jak się znudzi to można poczytać książkę w wodzie – jak na leżaku. To wszystko oczywiście nie dotyczy Kuby i jego alergii. Muszę przyznać, że mężu był dzielny – wytrzymał w wodzie jakieś 15 minut. Dla mnie też nie był to najlepszy moment na kąpiel w tej solance – po naszych pustynnych eskapadach miałam całe stopy pościerane do krwi, więc mnie też porządnie poszczypało

Comments are closed.

  • RSS
  • Facebook
  • Google+