Majówka 2013

By kuba • Góry, Na stópkach, Parki narodowe, Polska, UNESCO • 31 Jul 2013

Majówka – w tym roku długa, a my zaplanowaliśmy jeszcze dodatkowych kilka dni więcej.

Plany były ambitne – najpierw kilka dni z dawno niewidzianymi znajomymi w Beskidzie Niskim a potem rowery na Roztoczu. Miało być tak pięknie, a wyszło jak zawsze. Jeszcze w drodze, podczas jazdy samochodem czułam, że dopada mnie przeziębienie. Na miejsce dotarłam już nieźle zachrypnięta i “pociągająca”. Słabo, zwłaszcza, że to miał być wyjazd dzieciowy – tak się złożyło, że wszyscy postaraliśmy się o powiększenie rodziny w tym samym roku. Na szczęście, jeśli można to tak ująć, pozostale bobasy zastaliśmy też już odrobinę zakatarzone.
Zatrzymaliśmy się w Chacie Kasi – miłym miejscu w Wołowcu. Rodzinna atmosfera, klimat schroniskowy, smaczne jedzenie. Mogłoby jednak być odrobinę przytulniej – chata jeszcze nieskończona, na podwórku “budowa” a w pokojach straszy wyłażąca ze ścian wełna mineralna – łakomy kąsek dla raczkujących bobasów. Ale kto by tam narzekał.
Ambitne plany górskich wędrówek spaliły na panewce – moje przeziębienie coraz to się pogłębiało, zaraziłam też Jurka. Dwaj jurkowi kompani, też nie cieszyli się dobrym zdrowiem – każdego wieczora inny bobas przyprawiał rodziców o atak serca chrycholeniem i 40-stopniową gorączką lub tym podobnymi atrakcjami.
Mimo to udało się wybrać na dwa spacery – jeden na Nieznajową, drugi do Bartnego. Pogoda na szczęście dopisała, w przeciwieństwie do zdrowia.
Postanowiliśmy być twardzi i konsekwentnie realizować plan majówki. Przetransportowaliśmy się na Roztocze, spotkaliśmy ze znajomymi, z którymi mieliśmy rowerować i zadekowaliśmy się w schronisku młodzieżowym w szkole w Szczebrzeszynie (podstawówkowe, wycieczkowe klimaty). Na tym realizacja planów się skończyła. Pogoda się skrzaczyła: na dworze zimnica i deszcz, w schronisku zimnica i brak ogrzewania. Moja choroba się rozwinęła, Jurek też zdawał się coraz bardziej chory, koleżanka nabawiła się infekcji pęcherza – żyć nie umierać. Chłopcy jeszcze postanowili powalczyć – wybrali się sami na wycieczkę rowerową. Stwierdzili jednak, że bez nas i w taką kiepską pogodę wyjazd nie ma sensu (zwłaszcza, ze kolejne noclegi planowaliśmy pod namiotem). Zrezygnowani zapakowaliśmy więc nieużywane rowery na dach i jak niepyszni wróciliśmy kilka dni wcześniej do Warszawy. Pech, zwłaszcza, że wyjazd miał być sprawdzianem podróżowania z Jurkiem rowerem przed większą wyprawą na Bornholm. Trzeba będzie improwizować 🙂

Tags: , , , , , , ,

Comments are closed.

  • RSS
  • Facebook
  • Google+