Kerman i zamki z piasku

By kuba • Iran • 11 Jun 2010

Od tej pory podróżujemy we trójkę – Marta , Kuba i Maryam, która zdecydowała się dołączyć do nas na kilka dni i spełnić marzenie swojego życia – przejechać się autostopem.  Z Yazdu do Kermanu łapiemy więc okazję.  Najpierw jedziemy z sympatycznym TIR-owcem.  Bardzo był zadowolony, że udało mu się „wyhaczyć” innostrańców, ale bał się, że jak pochwali się rodzinie i przyjaciołom, to mu nie uwierzą.  Podarowaliśmy mu więc nasze zdjęcia paszportowe na pamiątkę i na dowód :).  Z TIR-owcem przejechaliśmy jakieś 250 km i zaczęły się schody.  Gdy próbowaliśmy złapać kolejne auto pojawił się jakiś niby – tajniak, który chciał nas wylegitymować.  Sam był w cywilu i nie miał przy sobie żadnej legitymacji, więc grzecznie odmówiliśmy i poprosiliśmy o wezwanie policji.  Tajniak wezwał ją przez krótkofalówkę.  Zanim radiowóz przyjechał atmosfera się trochę wyluzowała, Maryaam się rozgadała, tajniak „wysympatyczniał” i w końcu pokazaliśmy mu te nieszczęsne paszporty.  Facet stwierdził oczywiście, że podróżowanie stopem jest zbyt niebezpieczne dla nas.  Poza tym, gdyby nam się coś stało – najbardziej ucierpiałby wizerunek Iranu.  Zostaliśmy więc odholowani do najbliższego autobusu.  W Kermanie okazało się, że znowu mieliśmy szczęście – nasz gospodarz, Meisam to przemiły (zresztą który z Irańczyków nie jest przemiły?) student, miłośnik gór i ekspert do spraw pustyni.  Bardzo się ucieszył, że podzielamy jego zainteresowania i pięknie zorganizował nam pobyt w swoim mieście.  Popołudnie i wczesny wieczór spędziliśmy na zwiedzaniu miasta, potem była pyszna kolacja, a na noc pojechaliśmy na odległą o ok.  200 km pustynię – żeby się tam przespać i obejrzeć wschód słońca.  Rankiem pojechaliśmy wgłąb pustyni Dash-e Lut obejrzeć słynne Kaluty, czyli zamki z piasku – niesamowite formy ukształtowane przez wiatr.  Irańczycy twierdzą, że jest to najgorętsze miejsce na świecie (temperatura powietrza dochodzi tu do 70 stopni, a podłoża – powyżej setki!) .  Nie wiemy, czy tak jest w rzeczywistości – w każdym razie o 6 rano panowała już tam nieznośna temperatura no i fakt, w promieniu kilkudziesięciu kilometrów nie ma jakichkolwiek oznak życia.  Widoki za to kosmiczne.  Nie obeszło się też bez małej przygody – pozostawiony na poboczu samochód zakopał nam się w piachu.  Byłoby z nami krucho, gdyby nie przejeżdżająca akurat banda osiłków – nie wiem jak zmieścili się wszyscy w jednym aucie.  W każdym razie chłopa wystarczyło do wyniesienia auta na asfalt 🙂

Comments are closed.

  • RSS
  • Facebook
  • Google+