Katmandu i okolice

By kuba • Nepal, UNESCO • 30 Oct 2010

Stolica Nepalu to dla mnie najbardziej egzotyczne miasto, jakie do tej pory widziałam.  Właściwie to tak sobie wyobrażałam miasta indyjskie.  Na ulicach kolorowy tłum.  Same ulice wąskie i splątane.  Wszędzie gwar, ścisk, chaos, bałagan (żeby nie powiedzieć, pardon, pierdolnik) i śmierdzi.  Budynki, jeśli przyjrzeć się każdemu z osobna, nawet ładne.  Ale tak ściśnięte, powtykane bez ładu i składu, dodatkowo „przyozdobione” tonami splątanych kabli, miskami, wiadrami, szmatami i śmieciami, że wyglądają jak slumsy. Nad wszystkim unosi się nieznośny kurz.  Całe miasto jest umorusane w piachu i pyle.  I nie mam pojęcia dlaczego – może po prostu jest brudno?

Starówka – jeszcze bardziej „ściśnięta” i pełna klamotów niż reszta miasta.  Niektóre budynki to prawdziwe perełki architektoniczne – stare kamienice z czerwonej cegły, cała stolarka sprawia wrażenie koronkowej – tak misterna to robota.  Co z tego, jeśli wszystko straszliwie zaniedbane, prawie się rozlatuje.  Za kilka lat pewnie wyburzą i postawią na ich miejsce „koszmarki” w kolorach tęczy z przeznaczeniem na hotele dla turystów (jak to już robili z większą częścią Thamel’a).  To w Katmandu utknęłam w najgorszym korku w życiu.  Na jednym z rond zrobił się taki zator, że nic – ani samochód, ani riksza, ani motor, ani rower, ani nawet pojedynczy przechodzień nie był w stanie się przecisnąć.  Ludzie za to uśmiechnięci, zrelaksowani, wesoło pozdrawiają, zagadują.  Lubię to miasto pomimo wszystkich jego wad.  Poza tym, to raj zakupowy dla kobiet – jedwabie, paszminy, kaszmiry, srebro, turkusy i kobalt.  Nie wiadomo za co łapać 🙂 A i ceny przystępne.

Jesteśmy już w komplecie – Kuba wrócił z kajaków.  Ja, niestety, nadal chora, coraz bardziej.  Na polecenie męża zostaję się kurować podczas gdy reszta grupy udaje się za zwiedzanie.  Ominęła mnie wizyta w Świątyni Małp i w miasteczku Baktapur (średniowieczne, ładne, wspaniała architektura, zakaz ruchu dla samochodów, miasteczko prawie się nie zmieniło od czasów średniowiecza) – pozostaje Wam tylko obejrzeć zdjęcia w galerii, bo chyba nie uda mi się namówić Kuby, żeby coś skrobnął.

Comments are closed.

  • RSS
  • Facebook
  • Google+