Kanion Szaryń

By kuba • Kazachstan • 14 Aug 2010

Kanion wydrążony przez rzekę Szaryń nazywany jest Kazachskim Grand Kanionem.  Nie widziałam oryginału, ale kazachska wersja robi na mnie olbrzymie wrażenie.  Kanion jest po prostu piękny a widoki zapierają dech w piersiach.  Zaczynamy przy moście – podwozi nas tam przemiły pan, który na zakończenie podróży obdarowuje nas jeszcze kazachskim winem i czekoladkami.  Mamy plan, żeby przejść 10 km kanionem wzdłuż rzeki aż do najpiękniejszej części wąwozu zwanej Doliną Zamków.

Po jakichś 30 minutach marszu spotyka nas nie lada zaskoczenie – ścieżka prowadząca dnem kanionu nagle się urywa.  Pozostają dwie możliwości – rzucić się w odmęty rwącej rzeki lub wtelepać na skalisty szczyt wznoszący się nad rzeką i dalszą część trasy pokonać granią.  Trawersować zbocza się nie da – za stromo a skały zbyt kruche, wszędzie latające kamienie i piarg.  Odwrotu oczywiście nie bierzemy pod uwagę.  Przez półtorej godziny wgiełgujemy się do góry – stopy się osuwają, kamole spadają, plecaki ciążą i odbierają równowagę, deszcz zaczyna padać.  Wreszcie musimy się poddać – Kuba zarządza odwrót.  Przez kolejną godzinę „turlamy” się na dół się – jest zdecydowanie trudniej i mniej przyjemnie niż pod górę.  Wreszcie docieramy do rzeki i znajdujemy wspaniałe miejsce na biwak tuż pod rozłożystym drzewem.  Jest tu tak przyjemnie, że zostajemy dwa dni.  Odpoczywamy, czytamy, przyjmujemy kazachskich gości i podarki od nich w postaci jedzenia i wódki, opalamy się a Kuba topi empetrójkę.

Wreszcie nadchodzi koniec lenistwa – trzeba jednak przedostać się do Doliny Zamków, oddalonej o jakieś 30 km drogą.  Jedziemy stopem – najpierw ciężarówką a potem z wycieczką przesympatycznych Kazachów – urządzili sobie spotkanie klasowe po 40 latach od matury.  Zebrało się 11 osób, każde mieszka w innym mieście na świecie, poprzednio widzieli się 20 lat temu.  „Przyklejamy” się do nich na resztę dnia.  Wspólnie spacerujemy dnem kanionu – jest wspaniały.  Kilkuset metrowe pionowe ściany rzeczywiście wyglądają jak zamki.  Inne formy skalne przypominają potwory i smoki.  Potem korzystamy z zaproszenia na ognisko – zostajemy przekarmieni szaszłykami i przepojeni winem.  Nasi „abiturienci” podwożą nas jeszcze do rozjazdu w stronę Chin.  Wódeczka i koniaczek leją się strumieniami.  „Młodzież” śpiewa szlagiery z czasów szkolnych – łącznie z przebojami Seweryna Krajewskiego.  W tym optymistycznym nastroju docieramy do rozwiełki, gdzie natychmiast łapiemy ciężarówkę jadącą do granicy.  W Kazachstanie bardzo nam się podoba – wszystko nam się tu układa jak z płatka.  Następy wpis będzie już z Chin!

Comments are closed.

  • RSS
  • Facebook
  • Google+