Kaikura

By kuba • Nowa Zelandia • 3 Mar 2011

Urocza rybacka mieścina niecałe 200 km na północ od Christchurch.  Robimy sobie tam dwudniowy wypad w oczekiwaniu, aż sklep sprowadzi dla nas do Christchurch nowy namiot.  Musimy wymienić naszego 12-letniego weterana.

Kaikura słynie przede wszystkim z homarów – niestety, nie skosztowaliśmy, gdyż były przeraźliwie drogie (nie wiadomo czemu, bo łowią ich tam na pęczki i nie jest to skomplikowany, długotrwały czy kosztowny proces.  Zjedliśmy za to smaczne fish&chips – nasz chleb powszedni w Nowej Zelandii.  Poza tym można tam pooglądać i popływać z delfinami (żadnego nie widzieliśmy) i odwiedzić foki.  Tych ostatnich to ci dostatek.  Są fajne, można się na nie gapić i gapić, jak bawią się w wodzie lub wylegują na skałach.  Można się też przekonać jak straszliwie śmierdzą 🙂 Aha, to nie jest żadne tam zoo, tylko najprawdziwsza, żyjąca dziko kolonia fok.

Nam jednak najbardziej podobały się krajobrazy – góry schodzące prosto do oceanu, wspaniałe klify i plaże.  No i pogoda była fantastyczna – cały czas słońce i ani kropli deszczu!

Comments are closed.

  • RSS
  • Facebook
  • Google+