Gjirokastra

By kuba • Albania, Na stópkach, UNESCO • 22 Jan 2015

Sarandę opuszczaliśmy w strugach deszczu. Po drodze do Gjirokastry chcieliśmy obejrzeć jeszcze jedną z okolicznych atrakcji – Blue Eye, czyli fantastyczne (podobno), turkusowe podwodne źródło. Tylko Kubie dane było zweryfikować to naocznie, bo lało tak, że ja z dzieciakami nie wyściubiliśmy nosa poza auto. Kubę trochę pogoniły psy, ale stwierdził, że widok fajny i było warto 🙂
Ruszamy dalej do Gjirokastry. To kolejne, obok Beratu, zabytkowe miasteczko w Albanii. Ja uważam, że zdecydowanie fajniejsze. Po pierwsze – dużo ładniej położone w szerokiej dolinie (nowa część) i na zboczu góry (starówka), z fantastycznym widokiem. Po drugie – tutejsza starówka jest większa i “żywa” – jest częścią miasta, centrum turystycznym i miejscem pełnym ludzi, a nie tylko “muzeum” jak starówka w Beracie. Po trzecie – nad miastem góruje wspaniała, średniowieczna twierdza. Gdzie nie poszliśmy – urocze, strome uliczki, przepiękne białe, ottomańskie domy z charakterystycznymi, drewnianymi oknami i widoki na góry, zapierające dech w piersiach.
Tym razem postanowiliśmy poszaleć i wynajęliśmy pokój w całkiem wypasionym pensjonacie na starówce (w jednym z tych, klimatycznych, zabytkowych domów) za całe 25 Euro ze śniadaniem. Dodajcie do tego wizytę w najlepszej knajpie w Albanii i mamy idealny weekendowy wypoczynek. Wizyta w restauracji to było coś! Właściwie słowo restauracja nie bardzo tu pasuje – była to raczej domowa jadłodajnia. Pani właścicielka, kucharka i kelnerka w jednej osobie powitała nas przy drzwiach uśmiechem. Karta była krótka, ceny śmiesznie niskie, zamówiliśmy więc prawie wszystko, co było 🙂 Na spróbowanie. A czego nie zamówiliśmy, to Gospodyni doniosła “od firmy”. Jedzenie było przepyszne (szczególnie smażone małże – szałowe). A kotleciki jagnięce… mniam! Jedliśmy i piliśmy aż nam się uszy trzęsły, prawdziwa uczta. A rachunek wyniósł 10 Euro! Wspominałam już, ze lubimy Albanię?

Comments are closed.

  • RSS
  • Facebook
  • Google+