Funchal

By kuba • Na stópkach, Portugalia • 21 Sep 2014

Miało być tak pięknie, a wyszedł… Funchal. Dziś długo wyczekiwany i planowany przez nas dzień: wyruszamy na wyprawę wysokogórska szlakiem zwanym dachem Madery. Szlak łaczy dwa najwyższe szczyty wyspy: Pico Ruivo i Pico do Arieiro. Biegnie głównie grania na wysokości powyżej 2000 m. npm i oferuje spektakularne widoki. Tyle wiedzy przewodnikowo-wikipediowej.

W praktyce nasze wyjście wyglądało to tak:
  1. Pieczołowicie wybrany dzień (pogoda musiała być idealna – zero chmur i deszczu, niezbyt gorąco)
  2. Wczesna pobudka + walka z kupa wylana z nocnika i wgnieciona w dywan = późne, jak zwykle, wyjście z kwatery
  3. Szybki dojazd na miejsce i dłuuuugie oczekiwanie na wolne miejsce na parkingu ) pogoda ładna to i wszyscy wybrali się na oglądanie widoków
  4. Karmienie Janki + kupa każdego z członków rodziny
  5. Pakowanie plecaków i dzieciaków w plecaki
  6. Wymarsz na szlak
  7. Odwrót za pierwszym zakrętem, po przemaszerowaniu ok. 200 metrów… Wiało tak, ze Jurek niemal wpadł w histerię a Janka zaczęła puszczać bąbelki ustami, bo nie mogła złapać oddechu.
Taki los rodzica dwóch infantów…
Zbliżało się już południe, ale postanowiliśmy “uratować” dzień i przejść się jedna z levad: Calderaio Verde. Jednak i to nie było nam dane – pogoda nagle się załamała i przy wejściu na szlak powitała nas mgła i nasilająca się z każdą minuta ulewa…
Zadziałał dopiero plac C – czyli zwiedzanie Funchal – w miasteczku panuje wiecznie słoneczna pogoda (nawet gdy w innych częściach wyspy leje i wieje).
Starówka w Funchal i nadmorska promenada bardzo nam się podobały. Miasto ma bardzo fajny klimat. Zaliczyliśmy też mercado dos lavoradores, czyli tutejszy, słynny targ. Nastawiony oczywiście dość mocno na turystów, jednak mimo to ciekawy. Na ryby i owoce morza już się oczywiście nie załapaliśmy – dotarliśmy tak późno, że musieliśmy się zadowolić widokiem sprzedawców sprzątających stanowiska. Zdążyliśmy za to, rzutem na taśmę (ja i Jurek, Kuba z Janka przetransportowali samochód na górę), przejechać się teleferico – kolejka linowa, która wspina się praktycznie z nadmorskiej promenady do położonego wysoko  na wzgórzu Monte (słynącego , między innymi, z szaleńczych i kosmicznie drogich zjazdów saneczkami po asfaltowych, wąskich, krętych i stromych uliczkach). Na oglądanie zjazdów się już nie załapaliśmy – dotarliśmy za późno, ale i tak byliśmy zachwyceni (ja widokami, Jureczek – kolejka 🙂

Tags: , ,

Comments are closed.

  • RSS
  • Facebook
  • Google+