EBC

By kuba • Tybet, UNESCO • 16 Oct 2010

Dzisiaj święto – jedziemy do bazy pod Everestem! Prawie cały dzień w samochodzie – tylko trzy postoje na przełęczach położonych powyżej 5000 m npm! A z przełęczy bajkowe widoki na ośmiotysięczniki: Everest, Lhotse, i Shisha Pangmę.  Jesteśmy zachwyceni.  Jeśli tylko się da włazimy na szczyciki otaczające przełęcze, żeby mieć jeszcze lepszy widok.  To uzależnia.

Do Everest Base Camp (a właściwie prawie tam) docieramy późno, już po zmroku.  Mimo to widok jest wspaniały – najwyższy szczyt na świecie, pokryty śniegiem i lodem lśni w świetle gwiazd.  Chociażby dla tego widoku warto było przyjechać do Tybetu!

Śpimy w „obozie hotelowym”, jakąś godzinę drogi od prawdziwego base camp.  Na olbrzymiej polanie znajduje się kilkadziesiąt namiotów i dziesiątki aut.  Turystów chyba liczy się tu w tysiącach.  Śpimy w tradycyjnym namiocie nomadów.  Jest zimno, ale przytulnie.  Dobrze, że mam taki ciepły śpiwór.  Następnego dnia pobudka przed świtem – na wschód słońca chcemy być już w prawdziwej bazie pod Everestem.  Wszyscy zbierają się punktualnie i docieramy na czas.  Widoków nie da się opisać – to trzeba zobaczyć.  A poza tym jest przeraźliwie zimno.  Dosiejemy w kość.  W bazie spędzamy trochę więcej niż godzinkę.  Potem trzeba pędzić do busika i ruszać w dalszą drogę.  Już do granicy z Nepalem.

Comments are closed.

  • RSS
  • Facebook
  • Google+