Droga do Tybetu

By kuba • Tybet • 25 Sep 2010

Wieczorem wszyscy (jest nas w sumie 8 osób) wsiadamy do pociągu.  Kolej do Lhasy została ukończona w 2006 roku i jest dumą Chińczyków.  Nic dziwnego – to najwyżej położony odcinek torów na świecie.  Większa część znajduje się powyżej 4000 m npm, najwyższa przełęcz, jaką pokonuje pociąg ma wysokość ponad 5000 m! W pociągu zamontowane są urządzenia do pompowania tlenu – faktycznie są uruchamiane.  Widoki na trasie są nie do opisania – zapierają dech w piersiach.  Przed każdym z interesujących miejsc jest wykład po chińsku i angielsku.  Wielki Brat informuje na jakiej jesteśmy wysokości, co tu się ciekawego znajduje itp.  Ostrzega też, żeby nie biegać po peronach i nie męczyć się zbytnio, bo takie zachowanie może być groźne dla zdrowia na tej wysokości.  Wszystko to sugeruje, że pociąg za chwilę się zatrzyma i będzie można wyjść i podziwiać te wspaniałości.  Nic bardziej mylnego – pociąg albo wcale się nie zatrzymuje, albo owszem przystaje, ale pasażerowie nie mogą wyjść na zewnątrz – za wysoko, zbyt niebezpiecznie.  Lepiej zostać w metalowej puszce i raczyć się sztucznym tlenem.  No cóż – zadowalamy się widokami przez szybkę – też nie można narzekać.  Kubie udało się nawet ustrzelić kilka fajnych fotek.  Co do wysokości – znosimy ją dobrze (na razie).  W pociągu jako jedyni z naszej ósemki nie mieliśmy problemu że snem.  To dobry znak, czyżby nasza „klima” z Damavandu i Pamiru jeszcze działała?

Comments are closed.

  • RSS
  • Facebook
  • Google+