Dolina Quadisha (Kadisza)

By kuba • Liban, UNESCO • 10 May 2010

Liban to mały kraj – większość atrakcji turystycznych można odwiedzić w ciągu jednego dnia robiąc wycieczki z Bejrutu. Komunikacja jest bardzo dobra. Jeden dzień postanowiliśmy spędzić w Dolinie Quadisha oddalonej ok 60 km od stolicy. W okolicy znajduje się tez rezerwat najstarszych w Libanie cedrów – niektóre mają nawet po 2000 lat! Liban kiedyś cały porośnięty był cedrami. W starożytności był głównym eksporterem drewna cedrowego, do Egiptu. Cerd jest symbolem kraju i figuruje nawet na fladze. Niestety, teraz pozostały już tylko smętne resztki wspaniałych niegdyś lasów. Rezerwat, „Las świętych drzew” wpisany jest na listę UNESCO. Nas jednak nieco rozczarował – jest to bardzo mały park. Niektóre okazy drzew są naprawdę okazałe, jednak my spodziewaliśmy się czegoś więcej. Za to dolina Quadisha to prawdziwy cud natury! Wąwóz o głębokości dochodzącej do 1000 m, poprzecinany licznymi widowiskowymi wodospadami. W skałach wąwozu wykuto kilkanaście klasztorów, najstarsze z nich powstały w VII w n.e.! Są to klasztory zakładane przez Maronitów ale również przez Krzyżowców. Dolina ma długość 35 km i jest możliwe „zrobienie” jej w jeden dzień – można tam dostać się wyłącznie na piechotę i trzeba rozpocząć wędrówkę wcześnie rano. Miejsce jest własnością kościoła maronickiego i dzięki temu zachowało swój dziewiczy charakter – Maronici wpuszczają turystów i pielgrzymów, ale nie zezwalają na jakąkolwiek inną ingerencję. W dolinie nie ma drogi. My zbyt późno do niej weszliśmy, żeby pokonać całą trasę. Bardzo tego żałowaliśmy. Na szczęście w drodze powrotnej udało nam się złapać fantastycznego stopa! Zabrało nas dwóch facetów, którzy będą kręcić w dolinie spot reklamowy i akurat tego dnia jeździli po okolicy robiąc zdjęcia najpiękniejszym zakątkom – później mieli zdecydować, w które z nich zabrać ekipę, żeby nakręcić filmiki. Nasi kierowcy to producent i koordynator szeroko zakrojonej kampanii zorganizowanej z okazji 1600 rocznicy narodzin św. Marona – założyciela kościoła maronickiego. Podróżowali jeepem i mieli pozwolenie na wjazd do zakątków, które są normalnie niedostępne zwykłym, szarym ludziom. Lepiej nie mogliśmy trafić! Szczerze mówiąc, wcześniej nawet nie wiedzieliśmy  o istnieniu maronitów. Są odłamem kościoła maronickiego i okazuje się, że mają swoich wyznawców na całym świecie, najwięcej jednak w Libanie, gdzie urodził się założyciel.  Z naszymi nowymi znajomymi spędziliśmy pół dnia aż do późnego wieczora, kiedy to odstawili nas do hotelu w Bejrucie. Dzięki nim udało nam się zwiedzić letnią rezydencję Patriarchy maronitów (taki odpowiednik papieskiego Castel Gandolfo).

 

Comments are closed.

  • RSS
  • Facebook
  • Google+