Do Sajgonu

By kuba • UNESCO, Wietnam • 3 Jan 2011

Wyruszamy na południe Wietnamu, najpierw pociągiem potem autobusami.  Mamy tylko cztery dni, a tak wiele jest miejsc wartych zobaczenia po drodze, no i musimy pokonać ponad 1000 km!.  Pierwszy przystanek mamy w Dong Ha – małym miasteczku, samym w sobie nieciekawym.  Jest za to świetną bazą wypadową do zwiedzania tuneli, w których podczas wojny z Amerykanami chronili się mieszkańcy okolicznych wiosek.  Wypożyczamy skutery i jedziemy 40 km na północ, do tuneli.  Droga wiedzie częściowo wzdłuż pięknego wybrzeża, mijamy też malownicze wioski.  Jest pora sadzenia ryżu – na polach zalanych wodą pracują całe rodziny.  Wszędzie pełno tradycyjnych, wietnamskich, plecionych kapeluszy i bawołów wodnych orzących pola.  Idylliczne widoki.

Podróż na skuterkach to atrakcja sama w sobie i stwierdzamy, że to jest najlepszy sposób podróżowania po Wietnamie.  Gdybyśmy mieli więcej czasu, kupilibyśmy taki motorek i przejechali przez kraj.  Na pewno nie jest to taki hardcore, jak obejrzeć można w specjalnym href=”http://www.google.com.au/search?q=top+gear+vietnam”>odcinku Top Gear Jeremy’ego Clarksona, w którym to trzech facetów jedzie z Sajgonu do Hanoi (lub odwrotnie) na skuterach po 250 USD.  Tak na marginesie – obejrzyjcie sobie ten program, bo fajny.  Same tunele też bardzo nam się podobają – to niesamowicie skomplikowane konstrukcje.  W czasie wojny żyło tu około 60 rodzin (urodziło się nawet 17 dzieci).  Są więc pokoje rodzinne, łóżka jedno- i dwu-osobowe, kible, łaźnie, kuchnie, a nawet szpital.  Podczas nalotów do tuneli chowało się tysiące osób.

Kolejny punkt programu to Hue – dawna siedziba króla Wietnamu.  Słynie z ładnej starówki i pałacu króla zwanego Purpurowym Zakazanym Miastem (bardzo podobne do Zakazanego Miasta w Pekinie, ale niestety, zniszczone podczas wojny w latach 40-tych i nie do końca odbudowane).  Z Hue wyruszamy autobusem do Hoi An, starego tradycyjnego miasta.  Mamy nadzieję zobaczyć zabytkowe wietnamskie domy i świątynie, pobyć w miasteczku przez kilka godzin i złapać kolejny autobus.  Niestety, podróż do Hoi An trwa dłużej niż się spodziewaliśmy, w miasteczku z ledwością łapiemy kolejny autobus i już nie starcza czasu na zwiedzanie.  Szkoda.  Jazda autobusami w Wietnamie jest frustrująca – w miarę dobra droga, nowoczesny, ładny, czysty i sprawny autobus, a kilometry pokonuje się w ślimaczym tempie, średnio 30 km/h.  Nawet w trakcie dwugodzinnej podróży kierowca robi przystanek „na obiad” i w ten sposób wydłuża czas jazdy o 50% 🙂 Oczywiście knajpa, przy której się zatrzymuje, jest dużo droższa niż przeciętna, ale i kierowca razem z obsługą mają tam darmowy posiłek – jeśli nie coś więcej.

Po niewygodnej nocy w autobusie (razem z nami jechał szczeniak 🙂 docieramy do Mui Ne.  Miała to być cicha, nadmorska wioska, a zastaliśmy kurort z mnóstwem ekskluzywnych hoteli kwaterujących głównie turystów rosyjskich.  Cóż, Wietnam też się rozwija.  Na szczęście główna atrakcja Mui Ne, wspaniałe wydmy, pozostały na miejscu, nie zmienione.  Wydmy są przepiękne (ludzie nazywają je Saharą Wietnamu) i bardzo żałujemy, że mieliśmy tam tylko jedno popołudnie.  Najfajniej byłoby zrobić sobie tam całodniową wycieczkę na rowerze, odwiedzić wydmy białe i czerwone, zrobić piknik, wykąpać się w morzu.  Nam starczyło czasu jedynie na wyprawę motorkami do białych wydm.  Największą atrakcją tam jest zjeżdżanie po piachu na kawałkach plastiku.  Niestety, nawierzchnia nie pozwala na rozwinięcie jakichś większych prędkości.

Tags:

Comments are closed.

  • RSS
  • Facebook
  • Google+