Do Pamiru – Nurek i dalej nastopa

By kuba • Tadżykistan • 25 Jul 2010

Ostatnie przedpołudnie w Duszanbe spędzamy pracowicie – uzupełniamy zapasy i jeszcze trochę zwiedzamy.  Wybieramy się do Parku Pabiedy, który znajduje się na wzgórzu, na obrzeżach miasta.  Na szczyt wjeżdżamy kanatką – kolejką linową pamiętającą złote czasy Sajuza.  Chrzęści, rzęzi, ale zawozi nas bezpiecznie na miejsce.  Przez chwilę podziwiamy panoramę miasta i schodzimy na piechotę.  Po drodze mijamy dwóch pomysłowych Dobromirów – na skleconych własnoręcznie, czterokołowych wózko-deskorolkach zjeżdżają sobie z góry na złamanie karku.  Przednia zabawa.

Po południu odbieramy wreszcie nasze pozwolenie w Pamir i wyruszamy na południowy – wschód, do Nurka.  Wybieramy tę trasę mimo, że jest mało uczęszczana – główny szlak w Pamir prowadzi inną drogą, ale tam jest drożej no i stracilibyśmy wiele atrakcji.  W ogóle najkrótsza i najlepsza droga do Choroga (miasta, w którym zaczyna się Pamir Highway) jest zamknięta – zerwał się most.  Trzeba jechać objazdem gorszą i dłuższą drogą prowadzącą przez bardziej dzikie rejony.  Tak czy inaczej – do Choroga dojeżdżają tylko jeepy i wielkie ciężarówki.

Nurek to małe miasteczko, które słynie z 300-metrowej tamy.  Sama budowla nie robi wielkiego wrażenia.  Co innego odpływ wody – że skały wylatują hektolitry wody i wzbijają się w powietrze z ogromną siłą.  Niesamowity widok.  I huk.  To chyba największa fontanna jaką do tej pory widzieliśmy.  W pobliżu tamy wszystko jest mokre – wiatr roznosi kropelki wody jak deszcz.  Mimo to postanawiamy rozbić namiot na pobliskim wzgórzu – widoki są niesamowite.  W nocy niestety zmienia się wiatr – na nasz namiot leci „ulewa” z tamy, robi się wilgotno, co chwila coś mi kapie na głowę.  Postanawiamy jednak przeczekać do rana.  Rankiem okazuje się, że wszystko jest mokre.  Dwie godziny zajmuje nam suszenie.  Wreszcie udaje nam się uporać z katastrofą i ruszamy stopem (płatnym) dalej na południe.

Comments are closed.

  • RSS
  • Facebook
  • Google+