Do Chame

By kuba • Góry, Nepal • 22 Oct 2010

Postanowiliśmy się rozdzielić – Hania z Kamilem mają iść szybciej (i dłużej) – chcą zrobić wycieczkę aklimatyzacyjną do pięknego, ponoć, jeziora Tilicho.  My zostajemy z Anią i luzujemy.  Robimy sobie dzień odpoczynku – mamy dziś dotrzeć tylko do Chame (3 godziny marszu).  Wstajemy późno, leniwie jemy śniadanie i wyruszamy koło 10 rano.  Dzisiejszy dzień to bardziej spacer niż trekking – idziemy powoli, prawie cały czas po płaskim, gadamy.  W pewnym momencie ktoś zagaduje do nas po polsku – to Śmiałek Andrzej dzielny motocyklista z Krakowa.  Pokonał na motocyklu prawie dokładnie naszą trasę.  Z tym, że był jeszcze w Pakistanie i Indiach – przejechał Karakorum highway.  Okazuje się, że po drodze zapoznał się (i jakiś czas podróżował wspólnie) z poznanymi przez nas w Uzbekistanie Anią i Robertem zmierzającym na rowerach ku-słońcu oraz ekipie chłopaków z No Experience Expedition (o nich dowiedzieliśmy się z opowieści Andrzeja, chłopaki prowadzą ciekawego i zabawnego bloga – polecamy!).

Z Andrzejem trochę wspólnie łaziliśmy (ale nie za długo, gdyż kondycją i doświadczeniem górskim bił nas na głowę) i mieliśmy spotkać się jeszcze kilkakrotnie podczas naszego pobytu w Nepalu.  To świetny kompan z mnóstwem historii do opowiedzenia.  Ten dzień spędziliśmy wspólnie relaksując się w Chame.  Chcieliśmy wykąpać się w słynnych, gorących źródłach.  Jedno, oficjalne ujęcie znajduje się w centrum wioski – jest tam zbudowany mini-basenik z betonu.  Pełno tam turystów, ale wszyscy odchodzą z kwitkiem – panuje nieopisany syf i nikomu nie chce się w takim miejscu kąpać.  W okolicy powinny być jeszcze jedne źródła – „dzikie” i podobno czyste.  Nie udaje nam się ich jednak znaleźć.  Nie psuje nam to humorów.  Spędzamy miły wieczór zacieśniając znajomość kilkoma osobami, które codziennie mijamy po drodze – wąsatym Amerykaninem, dwoma Hiszpanami, Singapurką Jun i Nowozelandką Liann.  Ania nadal ma problemy z kolanem.  Dogaduje się z Liann (która chodzi z przewodnikiem i tragarzem), że odda trochę swoich rzeczy jej tragarzowi.  Chłopak (młody, sympatyczny Nepalczyk) jest przeszczęśliwy – w końcu przez kilka dni będzie pracował za podwójną stawkę, a w porównaniu do innych tragarzy jego „ładunek” jest bardzo mały.

Comments are closed.

  • RSS
  • Facebook
  • Google+