Cholerna natura

By kuba • Australia • 17 Feb 2011

Cholerna natura wyziębiła nas do szpiku kości, zalała deszczem, utytłała w błocie, zasypała piachem, przemoczyła namiot, plecaki i ich zawartość, zamęczyła, „odpadła” dwa kolejne paznokcie od stopy (to już siódmy i ósmy)a na koniec złożyła jajeczka w Kuby piżamie (nie wiemy, co to za obrzydlistwo było, ale jajeczka trza było usunąć, zrobić przegląd wszystkich rzeczy i wszystko uprać, wywietrzyć i modlić się, żeby jaja nie przetrwały gdzieś w zakamarkach plecaka).  I żadnego widoku na osłodę nie było, tylko mgła, chmury, ulewa i najbrzydszy las na świecie (jakiś taki martwy – drzewa szare, połamane, trawa znikła, bo ją wyżarły grzyby, bleee).

Każdy popadłby w depresję.  W każdym razie ja popadłam.  W depresję oraz histerię.  Biedny Kuba zniósł wszystko dzielnie, przytulił, wytarł zasmarkany nos i ucałował (to jest dopiero mąż idealny, prawda?).  Następnego dnia była piękna, słoneczna pogoda, mokre rzeczy powysychały i okazało się, że świat nie jest taki zły a ja jednak jeszcze kiedyś wybiorę się w góry.

Wszystko to działo się na półwyspie Freycinet, na południowo wschodnim końcu Tasmanii.  I obiektywnie trzeba przyznać, że jest tam pięknie, a jeśli tylko pogoda dopisze widoki – wspaniałe.  Mimo, że szlak, który wybraliśmy jest monotonny (wiedzie po piachu, przez wspomniany wcześniej brzydki las), to jednak prowadzi do Wine Glass Bay – okrzykniętej jedną z dziesięciu najpiękniejszych zatok i plaż na świecie.  Plaża rzeczywiście jest fantastyczna (nie licząc zdechłej foki).

Poza plażą, ta wycieczka miała jeszcze inne plusy dodatnie.  Pierwszy, to przesympatyczne małżeństwo, Pani Ania i Pan Adam – mieszkańcy Tasmanii od 30 lat.  Złapaliśmy ich na stopa, a jak się okazało, że jesteśmy krajanami zostaliśmy zaproszeni na pyszną kolację i nocleg w ich domku letniskowym.  Głupi to ma zawsze szczęście 🙂 Dziękujemy pięknie za serdeczność i gościnę!

Drugi, to nasze sympatyczne sąsiadki z kempingu w Wine Glass Bay – cztery cyrkówki – nudystki międzynarodowego pochodzenia.  Panie przyjechały na festiwal cyrkowy do Hobart, a potem udały się na zwiedzanie wyspy.  Umilały czas pozostałym biwakowiczom trenując swoje akrobacje na plaży, wykorzystując zwalone drzewo jako batutę, trapez i inne przyrządy cyrkowe, nago.  Oj było na co popatrzeć 🙂

Comments are closed.

  • RSS
  • Facebook
  • Google+