Chengdu

By kuba • Chiny, UNESCO • 25 Sep 2010

Hotel „festiwalowy” opuszczaliśmy jeszcze chorzy – w autobusie siedzieliśmy w maskach na twarzy, żeby nie pozarażać współpasażerów.  W drodze było źle, szczegółów wam oszczędzimy.  W końcu dotarliśmy jednak na lotnisko.  Tu okazało się, że nasz samolot jest opóźniony z powodu złej pogody.  Czekamy więc grzecznie aż tu nagle nasze oczy widzą…  Magdę i Petera!!! (dla niewtajemniczonych – nasi dobrzy znajomi z Warszawy, kajakowi konkretnie).  Magda i Peter też są w podróży dookoła świata, wyruszyli kilka miesięcy po nas i robią trochę inną trasę.  Tyle razy nie udało nam się umówić a tu proszę – czekamy na ten sam lot!.

Po jakimś czasie odleciały wszystkie opóźnione samoloty (było już po północy) oprócz naszego.  Nasz postanowiono przełożyć na bliżej nieokreślony termin.  Podstawiono autokary i zawieziono całe towarzystwo do całkiem przyzwoitego hotelu.  Dla Magdy i Petera to przygoda, dla nas stres – tego samego dnia wieczorem mamy pociąg do Lhasy.  MUSIMY dostać się do Chengdu.  W hotelu nikt nie mówi po angielsku, dowiadujemy się jedynie, że jak będzie samolot, to nas ktoś obudzi.  Korzystamy więc że spotkania, gadamy z Habaziami aż w końcu padnięci idziemy spać.  Po godzinie budzi nas recepcja – jest w pół do czwartej rano, podstawili samolot.  Sama nie wiem czy się cieszyć? – Dobrze, że dotrzemy na czas do Chengdu, ale jesteśmy tak potwornie zmęczeni…  Ja w samolocie nie zmrużyłam oka, ale podróż przebiegła dalej już bez komplikacji.  W Chengdu ja padnięta idę spać, a Kuba znajduje jeszcze trochę siły, żeby razem z Kerstin, Thomasem i Kevinem, naszymi towarzyszami w podróży do Tybetu  wybrać się na oglądanie pand.

Comments are closed.

  • RSS
  • Facebook
  • Google+