Caldeirao Verde

By kuba • Góry, Na stópkach, Portugalia • 6 Oct 2014

Caldeirao Verde to chyba najfajniejszy szlak, jaki “zrobiliśmy” na Maderze. I w sumie dosyć wymagający – możemy być z siebie dumni. Przejście szlaku szacowane jest na pięć i pół godziny, więc z dwójka małych “balastów-opóźniaczy” zajęło nam cały dzień. Ale było warto. Najpierw trasa prowadzi klasyczna levada – szeroka dróżka wzdłuż kanału z woda. Później droga zamienia się w wąwóz, a na końcu idzie się tylko po betonowym murku od kanału, tuż nad urwiskiem. Dodatkowa atrakcja jest kilka dosyć długich i niskich tuneli – Kuba z Jurkiem w plecaku nie bardzo się mieścili. Jurkowi nie podobała się jazda na nachylonym tacie i ostro protestował, więc biedny Kuba zmuszony był nieść plecor z synem przed sobą, na zgiętych przedramionach, samemu będąc zgiętym wpół. A w tunelu ciemno i kałuże po kolana. Jednym słowem – fun! Nagroda za pokonanie wymagającej trasy było właśnie Caldeirao Verde – czyli zielony kocioł. A w kotle wodospad, który wpada do ślicznego, małego, głębokiego i przeraźliwie lodowatego jeziorka.Widoki obłędne. Kąpiel dozwolona, ale nie skorzystaliśmy – miejsce było zacienione i wilgotne, zrobiło się chłodno i takie orzeźwiające katharsis nas nie przekonało. Jurek miał po drodze tyle wrażeń, że w końcu zasnął w nosidle a jak się obudził, to jadł i skakał po kamieniach. Janeczka jak zwykle brykała w doskonałym humorze. A my urządziliśmy sobie piknik. Droga powrotna minęła nam szybko i choć znaliśmy już trasę wcale się nie znudziliśmy, bo szlak jest naprawdę widowiskowy, a dolina nad która się idzie (na wysokości prawie 1000 m. npm. głęboka i malownicza. Polecamy, tylko zabierzcie latarki!

Comments are closed.

  • RSS
  • Facebook
  • Google+