Cairns

By kuba • Australia • 8 Jan 2011

Nareszcie w Australii! Słońce, plaża, ocean, dżungla tropikalna i rafa koralowa.  U nas bida (ceny australijskie nas mocno zaskoczyły, poza tym musi nam starczyć kasy do końca wyjazdu), więc nie jedziemy na nurkowanie.  Jadą za to Maciek z Anią (na dwa dni i nocowanie na łódce).  Jeszcze tego samego dnia zaczynamy żałować naszego skąpstwa – nie wiadomo kiedy następnym razem tu zawitamy.  Chyba do końca tego nie przemyśleliśmy.  Nic to, w tym czasie relaksujemy się w miasteczku i kombinujemy jak tu by mniej zapłacić za hostel 🙂 W końcu udaje nam się znaleźć hosta z couchsurfingu, nawet dla całej czwórki.  Szkoda, że tylko na ostatnią noc, bo nasza „kanapa” jest świetna.

Gospodarze, to trzech młodych, sympatycznych chłopaków.  Mieszkają w piętrowym domku, oni na górze, my mamy dla siebie cały parter.  Luksus.  W ogóle Australii odpoczywamy, bo w porównaniu z Azją czujemy się tu jak w domu.  Z każdym można się dogadać, mają tu zachodnie jedzenie – serek, pieczywo, wędlina.  No ale skończyło się łażenie po knajpach – w Azji po prostu nie opłaca się samemu gotować, w Australii – jak najbardziej.

Cairns jest bardzo turystyczne, ale mimo to ciche, czyste, kameralne i przyjemne.  Odwiedzamy przepiękny ogród botaniczny, robimy mały trek na pobliskie wzgórze.  To miejsce jest zamieszkane przez kazuary, ale żadnego nie udaje nam się zobaczyć.  Po czterech dniach laby wracają „Maćki” i wypożyczają vana.  Ruszamy w drogę!

Comments are closed.

  • RSS
  • Facebook
  • Google+