Bratyslawa

By kuba • Na stópkach, Słowacja • 26 Oct 2014

Przed nami długo wyczekiwane, długie wakacje – pięć tygodni na Bałkanach.

Jedziemy samochodem, z dzieciakami, turystyczna lodówka i namiotem. Klamoty wylewają nam się z auta. Dobrze, że octavie maja bagażniki z gumy 🙂 

Trasę do Chorwacji dzielimy na dwa etapy z dwudniowym postojem w Bratysławie. Zatrzymujemy się na przedmieściach u przemiłej rodzinki z trójka dzieci – couchsurfing rulez! Za to pogoda sucks… Cały nasz pobyt leje tak, że nie jesteśmy w stanie nic zobaczyć. Spędzamy, co prawda, prawie cały dzień w stolicy, ale nasze zwiedzanie polega właściwie na unikaniu ulewy, a to w pubie, a to w księgarni, a to w tramwaju. Bratysława jest niewielka, starówkę ma bardzo ładna i z pewnością przyjemna, tylko, ze my akurat nie mieliśmy kajaka. Jurkowi za to bardzo przypadło do gustu brodzenie w jeziorach po kolana (bo zbiorniki wodne, w które zamieniły się deptaki, nazwać kałużami, ze względu na ich rozmiar, już nie wypada).
Zdecydowanie bardziej podoba nam się na chacie u cs-owych gospodarzy. Rodzinka jest naprawdę fajna. Korzystamy z pięknego domku z ogrodem i tarasem. Jurek zachwyca się dziewięcioma żółwiami, dwunastoma świnkami morskimi, trzema kotami, dwoma wężami (terrarium jest w naszym pokoju) oraz trzyletnia córka gospodarzy – Alżbietka (tę ostatnia postanawia nawet zabrać w dalsza trasę). Nasi gospodarze zabierają nas jeszcze do ostoji tygrysa syberyjskiego. Mam pokazać Jurkowi “tygrys jaki jest” ale zamiast tego łapię doła. Bardzo, bardzo przygnębiajcie miejsce. Niby cel prowadzenia schroniska szczytny, ale widok tych pięknych kotów wciśniętych w małe klatki i śmierdzące wybiegi jest ponad moje siły.
Po krótkim odpoczynku w Bartysławie ruszamy w dalsza drogę, do Jezior Plitwickich w Chorwacji. Droga przebiega nam sprawnie, szybko i bez komplikacji. Humor psuja tylko mijane po drodze ulewy i wezbrane rzeki. Oj, zanosi się na powodzie. A te nie za bardzo korespondują z wakacyjnym wypoczynkiem. Jak na razie u nas jest zimno i mokro, podczas gdy w Warszawie – ciepło i słonecznie. I po co było jechać ponad tysiąc kilometrów? Nie zrażeni pogoda rozbijamy nasz nowy namiot o wymiarach średniej wielkości  kawalerki na nieco zapyziałym (ale za to tanim) kempingu. Zasypiamy z nadzieja, że jutro nie będzie padać…

Comments are closed.

  • RSS
  • Facebook
  • Google+