Biwak po omańsku

By kuba • Na stópkach, Oman • 9 May 2013

Po wizycie na pustyni zdecydowaliśmy, że czas najwyższy wymienić nasze auto. W starym hamulce zaczęły niepokojąco wyć i stukać, więc postanowiliśmy odwiedzić naszą wypożyczalnię na lotnisku w Maskacie. Znów mieliśmy szczęście – na stanie nie było akurat aut z “naszej” (taniej) kategorii, więc trafił nam się ogromny Ford Fusion (chyba europejskie Mondeo). Spędziliśmy jedną noc u naszej ulubionej rodzinki z couchsurfingu i ruszyliśmy w dalszą drogę. Byla akurat środa, czyli omański “piątek weekendu początek”. Postanowiliśmy więc zakosztować miejscowych rozrywek i wybraliśmy się na jedną z ulubionych plaż lokalsów – położoną w pobliżu Maskatu Sawadi beach. Na miejsce dotarliśmy pod wieczór. Plaża trochę nas rozczarowała – piasek ciemny, lekko “przechodzony” i rozjeżdżony terenówkami oraz pełno śmieci (jak to we wszystkich licznie odwiedzanych przez tabuny ludzi miejscach). Nie mogę zrozumieć tego fenomenu – Oman ma tysiące kilometrów pięknych. dzikich plaż z czyściutkim, bieluśkim piaskiem, a Omańczycy upodobali sobie akurat tę zapyziałą Sawadi. Moze ze względu na widoki? W odległości kilkuset metrów od brzegu rozsypanych jest tu kilka wysepek, które, trzeba to przyznać, ładnie wyglądają. Trafilismy akurat na odpływ, czyli w sam raz, żeby przedostać się niemalże suchą stopą na jedną z tych wysepek. Na wyspie jest góra a na górze fort, który można zwiedzić i wieża, na którą można się wdrapać. Widoki były urocze. Załapaliśmy się na kolorowy zachód słońca. Po udanym spacerze wybraliśmy się na obiad do knajpki na najbliższym miasteczku (jeden z najlepszych posiłków tej wyprawy) uprzednio wybierając sobie na plaży dogodne miejsce pod namiot (plaża obfitowała w specjalne platformy i zadaszenia). Wróciliśmy sporo po zmroku i nie mogliśmy uwierzyć własnym oczom – opustoszała dotąd plaża zaroiła się od weekendowych “relaksów”. Pełno było ludzi, samochodów, namiotów, ognisk i grillów. Naszą miejscówkę szlag trafił. Musieliśmy sporo odjechać, żeby znaleźć spokojne miejsce, ale i to nie wystarczyło. Już po tym jak rozbiliśmy namiot zaczęli się zjeżdżać kolejni, hałaśliwi plażowicze. No tak, w Omanie nie przystoi świecić golizną, nie ma jak się opalać, więc po co męczyć się w skwarze na piasku? Lepiej przyjechać na plażę w nocy i balować w blasku księżyca. Impreza trwała do białego rana, Jurek budził się co chwilę. Nie był to nasz najlepszy biwak 🙂

Tags: , , , ,

Comments are closed.

  • RSS
  • Facebook
  • Google+