Bazar Tolkuczka i dziwnego miasta ciąg dalszy

By kuba • Turkmenistan • 29 Jun 2010

Bazar Tolkuczka to największy bazar w Azji centralnej.  Na ogromnym obszarze pustyni pod Aszgabadem stoi tysiąc straganów i można kupić wszystko.  Zwierzęta żywe i martwe, jedzenie, samochody, ubrania, biżuterię, futra, tradycyjne rękodzieło, telewizory i co tylko dusza zapragnie.  Bazar odbywa się w środy, czwartki, soboty i niedziele.  My wybieramy się w niedzielę, bo tego dnia jest największy ruch.  Nasze towarzyszki, Niemka Julica i Kanadyjka Trina są zachwycone.  My trochę mniej – bazar co prawda robi wrażenie – jest naprawdę olbrzymi, ale tego typu bazary znamy z własnego podwórka.  Stadion dziesięciolecia i nasze wiejskie targi wyglądają podobnie.  Najbardziej podoba nam się targ zwierząt – godzinami możemy gapić się na wielbłądy, są przezabawne.  Zakupionego wielbłąda można zaprowadzić do domu, ale jeśli przyjechało się samochodem – żaden problem, na bazarze jest cała infrastruktura – w tym wypadku dźwig, który „ładuje” wielbłądy na ciężarówki.  To dopiero widok! Kubę zafascynowała tradycyjna turkmeńska futrzana czapa.  Mierzył ją i mierzył, ale w końcu nie kupił.  Teraz żałuje i obiecuje sobie, że jeśli tylko takie czapki zobaczymy, to jednak jedną nabędzie.

Po południu spotykamy się z Julicą.  Mamy w planach obejrzeć zachód słońca z pobliskiej góry Kopet Dag – można wjechać na szczyt wspaniałą, nowiusieńką i oczywiście marmurową kolejką linową, która kosztowała prezydenta 12 mln dolarów.  Jedziemy taksówką pod miasto i na miejscu okazuje się, że kolejka…  nie działa.  Taksówkarz (a właściwie młody chłopak – kierowca, bo w Turkmenistanie każdy samochód to potencjalna taksówka) wiedział o tym, ale nam nie powiedział, bo myślał, że chcemy tylko obejrzeć ten cud techniki…  Nic to.  Stacja kolejki jest na wzgórzu, więc i tam mamy okazję obejrzeć wspaniałą panoramę miasta.

Poza tym udaje nam się jeszcze zobaczyć kolejnego dziwoląga wymyślonego przez Ś.P.  prezydenta Nijazowa – ścieżkę zdrowia.  Pod Aszgabadem są takie dwie – długości 8 i 35 km.  Ścieżka zdrowia to nic innego jak schody poprowadzone w górach.  Zostały zbudowane dla ministrów w trosce o ich zdrowie i kondycję fizyczną.  Ministrowie musieli (nie wiemy jak często) robić przebieżkę po tych „ścieżkach”.  Prezydent witał ich na początku trasy a potem wsiadał w helikopter i leciał na koniec, żeby im pogratulować.  Sam bardzo chciał biegać po ścieżce zdrowia, ale niestety, jego wątłe zdrowie na to nie pozwalało, nad czym podobno bardzo ubolewał.

Wieczorem tego dnia spotykamy się z Leilą i Natalią.  To dwie babeczki, które Julica (nasza znajoma Niemka, mieszkająca w Luxemburgu, przemiła – mamy nadzieję, że znajomość przetrwa) poznała w Iranie.  Leila jest z Kazachstanu, Natalia to Turkmenka.  Obie mieszkają w Aszgabadzie i zaprosiły nas na kolację.  Był to bardzo udany wieczór.  Odwiedziliśmy restaurację w najdziwniejszym w mieście centrum handlowym – w kształcie piramidy, która jest właściwie fontanną – szczyt bezguścia, ale z przedostatniego piętra (na ostatnie wjechać nie można – zarezerwowane dla prezydenta) rozpościera się przepiękny widok na miasto.  Restauracja jest bardzo ekskluzywna a jedzenie pyszne.  Rachunek za pięć osób za posiłki z wódeczką to niecałe 100 zł (z napiwkiem).  Wieczór kończymy w domu Leili na herbatce i cieście z przepysznym kremem z kwaśnej śmietany i „konfitury” porzeczkowej.  Konfitura nie do końca jest konfiturą – to po prostu surowe czarne porzeczki zasypane cukrem w proporcji 1:1 i przechowywane w lodówce.  Bez żadnego gotowania.  Pyszne, mimo, że bardzo słodkie.

Comments are closed.

  • RSS
  • Facebook
  • Google+