Bandar Abbas – „salam, huiibragam?!”

By kuba • Iran • 11 Jun 2010

Bandar Abbas (to znaczy Port Abbas) to olbrzymie miasto portowe nad Zatoką Perską.  Samo w sobie nie jest ciekawe – bardzo przemysłowe, ale stanowi świetną bazę wypadową na pobliskie wyspy – Qeshm i Hormos .  Panuje tu największy upał jakiego doświadczyliśmy, a udrękę powiększa ogromna wilgotność powietrza.  Naprawdę ciężko jest o tej porze roku wytrzymać na zewnątrz – człowiek momentalnie robi się mokry od stóp do głów, łącznie z całym ubraniem (oczywiście długie nogawki i rękawy obowiązkowe).  Jeśli zdarzy ci się przysiąść na chodniku, zostawiasz na nim nieapetyczną, mokrą plamę.  Oboje z Kubą nadspodziewanie dobrze znosiliśmy te warunki – mieliśmy sporo werwy a Kuby skóra wcale się nie paskudziła (może dlatego, że jest już zajarana słońcem na heban?).

Tutejsze kobiety naszą bardzo oryginalne stroje, zupełnie inne niż w pozostałych częściach Iranu.  Noszą się bardzo tradycyjnie.  Zakładają spodnie „aladynki” – kolorowe, błyszczące i bogato zdobione na łydkach cekinami i koralikami.  Na to zarzucają kwieciste, barwne chadory.  Większość z nich nosi na twarzach specjalne maski – z materiału lub skóry.  Wyglądają w nich dosyć złowieszczo: według mnie – jak matki Lorda Vadera, według Maryam – jak siostry Zorro 🙂 I stanowczo odmawiają pozowania do zdjęć.  Ale paparazzi Kuba zdołał „wykraść” kilka fotek.  W Bandar Abbas nasza ekipa się powiększyła: mieszkaliśmy u trzech chłopaków (Omida, Satara i Sadeha), dołączyła do nas również Tajwanka – Carol.  W siódemkę stanowiliśmy zgraną paczkę i naprawdę miło spędzaliśmy czas.  Carol ma talent do malowania i zna sztukę chińskiej kaligrafii.  W wolnych chwilach dostarczała nam rozrywki szkicując.  Zademonstrowała też tradycyjną metodę rozrabiania tuszu i kaligrafowania na bawełnianym papierze.  Ja również stanowiłam nie lada atrakcję, gdyż podobno mam świetny perski akcent.  Chłopaki zrobili więc sobie że mnie maskotkę i najlepsza dla nich rozrywkę stanowiło uczenie mnie nowych zwrotów w Farsi.  Potem musiałam je w kółko powtarzać.  Dzwonili nawet do swoich znajomych, żebym mogła im przez telefon zademonstrować czego się nauczyłam.  Po trzech dniach miałam już serdecznie dość „salam, huii bragam?!” (znaczy: „cześć, czy masz się dobrze bracie?”).  Chłopcy byli bardzo grzeczni i gościnni.  Dbali, żeby niczego nam nie brakowało i oczywiście nie pozwalali nam za nic płacić.

P.S.  Zdjęcia będą w kolejnych postach, ale że jest szybki net to zaraz trafia na stronkę 🙂

Comments are closed.

  • RSS
  • Facebook
  • Google+