Argentyna w pigułce

By kuba • Argentyna • 13 Apr 2011

W pigułce dosłownie, bo ja łapię jakiegoś paskudnego wirusa i spędzam trzy dni faszerując się lekami i praktycznie nie wstając z łóżka, ale też w przenośni – zamierzamy przejechać przez północny kraniec Argentyny szybciutko.

Zatrzymujemy się w Mendozie – bazie wypadowej w argentyńskie Andy i stolicy wina.  że względu na moją chorobę trekking w Parku Narodowym Aconcagua wypada z programu.  Nie mam też nastroju, ani siły, żeby wybrać się na zwiedzanie winnic (degustować win i tak nie mogę że względu na leki), o tańczeniu tanga nie ma mowy.  Leżę więc plackiem w hostelu a Kuba łazi trochę po mieście i cyka fotki.

Żeby chociaż odrobinę zasmakować argentyńskich klimatów wybieramy się ostatniego dnia na prawdziwego argentyńskiego steka w dobrej restauracji.  Możemy zaświadczyć – legendy o argentyńskiej wołowinie są prawdziwe.  Tak dobrego mięsa jeszcze nie jedliśmy.  Ja raczę się klasycznym stekiem oraz szaszłykiem z warzywami.  Kuba idzie na całość i zamawia specjalność zakładu – mięsiwa z grilla.  Dostaje potężne kawałki wołowiny, cielęciny, wieprzowiny, serca, schaby, boczki, kiełbasy, kaszanki, żeberka i co tylko dusza zapragnie.  Wszystko wędruje na jego talerz po kolei, prosto z rozpalonego rusztu.  Ja nie wiem gdzie ten mój mąż pomieścił wszystkie te smakowitości? Spałaszował że dwa kilo mięsa 🙂

Po tej uczcie dla oka i podniebienia wyruszamy w dalszą drogę – 26 godzin w wygodnym, argentyńskim autobusie.  Popijając serwowaną na pokładzie kawę i herbatę podziwiamy argentyńskie krajobrazy śmigające za oknem.  Pięknie tu, szkoda, że nie zostajemy dłużej.

Comments are closed.

  • RSS
  • Facebook
  • Google+