Amman

By kuba • Jordania • 11 May 2010

Amman ma 2,5 mln mieszkańców , ruiny cytadeli na wzgórzu i resztki starożytnego, rzymskiego teatru w centrum (które obecnie poddawane są liftingowi, a co za tym stoi – ogrodzone wielgachnym płotem, tak, że nic nie widać).  Poza tym nic więcej się tam nie dzieje.  Jest to typowe arabskie miasto, z gatunku tych brzydszych – dominuje kolor piasku, mało jest zieleni i panuje straszliwy upał (mimo, że to dopiero początek maja – podobno najlepszy moment, żeby zwiedzać Jordanię).  Wszędzie unosi się kurz – utrudnia oddychanie i ogranicza widoczność.  Wieczorem przespacerowaliśmy się po mieście, odwiedziliśmy lokalny targ z warzywami i owocami i stwierdziliśmy, że nic tu po nas – odpoczniemy trochę i wyruszamy na południe kraju – nad Morze Martwe.

Jak pomyśleliśmy, tak zrobiliśmy…  Ale nie do końca nam się to udało.  Spaliśmy długo, potem sporo czasu poświęciliśmy na aktualizowanie stronki i przepakowywanie rzeczy (część niepotrzebnych, ciężkich gratów chcieliśmy zostawić w hostelu i zabrać w drodze powrotnej do Syrii).  Do wyjścia żebraliśmy się tuż przed 15.  W drodze na dworzec autobusowy zaczepił nas pewien chłopak.  Okazało się, że jest w połowie Polakiem – od dziesięciu lat jednak mieszka z rodzicami w Jordanii.  Świetnie mówił po polsku i ucieszył się że spotkania z rodakami.  Zaproponował, że pojedzie z nami nad Morze Martwe – musieliśmy tylko poczekać aż skończy pracę.  Nam to bardzo pasowało – postawiliśmy w tym czasie zobaczyć cytadelę i pozwiedzać miasto.  Po tym popołudniu trochę bardziej polubiliśmy Amman.  Pod wieczór zerwał się silny wiatr – przyjemnie chłodził i rozwiał chmurę pyłu znad miasta.  Niestety, o umówionej godzinie okazało się, że nasz nowy znajomy wystawił nas do wiatru.  Wróciliśmy więc do hostelu i zmieniliśmy plany.  Jutro z samego rana jedziemy do Akaby nad Morze Martwe – tuż pod granicę z Arabią Saudyjską.

Comments are closed.

  • RSS
  • Facebook
  • Google+