Abel Tasman

By kuba • Kajaki, Nowa Zelandia • 18 Mar 2011

No i nareszcie kajaksy! Dla mnie to pierwszy raz w tej podróży, dla Kuby – trzeci, za to dla całej trójki – pierwszy raz kajaki morskie.  Trochę miałam stracha, że fale, że trudno się steruje, że wiatr, wywrotki i ciężko machać wiosłem.  Ale pogoda dopisała, słonko świeciło, wiatru prawie wcale, fale niewielkie (a szkoda…), a kajaki baaardzo stabilne.  Wynajęliśmy sobie dwójkę i jedynkę, zapakowaliśmy wszystkie klamoty i wio na dwa dni wzdłuż brzegu i po okolicznych wyspach.  Ja na początku miałam cykora i poważnie się wystraszyłam , jak zaczęło trochę mocniej wiać.  Jak się okazało – niepotrzebnie.

Widoki były wspaniałe, plaże rajskie, uchatki nieśmiałe, ale widzieliśmy kilka, a jedna nawet z nami pływała.  Spaliśmy na DOC-owskich kempingach i było fajnie.  Dnia trzeciego porzuciliśmy kajaki i „zrobiliśmy” kawałek great walka „Abel Tasman” (całkiem fajny- busz i plaże, ale coastal track w Australii podobał nam się bardziej).  Do rzeczywistości powróciliśmy tak zwaną „water taxi”, czyli małą motorówką.  I ta przejażdżka to też była frajda.  Jednym słowem pierwsze morskie kajaki zaliczone a eskapada udana 🙂

Comments are closed.

  • RSS
  • Facebook
  • Google+